Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X
video

„Święty” – jak The Verve

Może dojdzie do tego, że kiedyś na tym blogu pojawi się ?twarda? wiedza dogmatyczna, może podamy kiedyś ostrą czarną, teologiczną kawę na ławę, w której uwidoczni się jasno to, czego naucza Kościół. Zanim tak się jednak stanie, zdamy się na pewien ?catho-feeling? świata, rzeczywistości, egzystencji. Szkicowany częstokroć obrazem filmowym, teledyskiem, niedopowiedzeniem, daleką sugestią; po to by bardziej poczuć to, jak się żyje, wierząc… Na tym ma zatem polegać kategoria ?internal? owego blogu, na różnokolorowym widzeniu świata według wrażliwości ?dewota?.

Chociaż zacznę dosyć przewrotnie, bo oto ilekroć słucham, oglądam ?Bitter Sweet Symphony? w wykonaniu The Verve, tylekroć myślę sobie o znanej frazie: ?Trzeba słuchać bardziej Boga niż ludzi?, pochodzącej od św. Piotra. Jednak jej literalne stosowanie może niekiedy doprowadzić do sytuacji śmiesznych, innym razem gorszących, a wręcz i groźnych; coś jak na obrazie poniższym. Tak zatem owszem, „trzeba Boga słuchać bardziej niż ludzi”, jednak pamietając przy tym o bardzo ważnej cnocie roztropności. I trzeba być ?trochę? też pewnym tego, co mówi do nas Pan. Mówiąc inaczej; trzeba być wiernym wskazaniu Mistrza z Nazaretu: ?Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie. Miejcie się na baczności przed ludźmi!?. Pomyśleć, że tak nauczał ten tak bardzo „słodziutki” dla wielu Jezus.

Hmm… miał być „catho-feeling”, a ja ciągle tutaj: „trzeba”, „trzeba”, „trzeba” sypię z rękawa. To chyba moja pierwsza porażka w kategorii „internal”.

Tu zatem The Verve:

A tu szerzej o cnocie roztropności, o której szczególnie winien pamiętać katolik pracujący w wielu miejscach świata, w tym i w polityce.

http://www.katolik.pl/roztropnosc-i-jej-rola-w-zyciu-religijno-moralnym,687,416,cz.html

video

W cieniu U2

Wpierw tytuł tego wpisu miał brzmieć: ?U2 w cieniu Miriam?, a miało go obrazować  ?MagnifIcent? wyśpiewane w dalekim Maroku przez ?kompanię braci? pod przewodem Bono. Ale jako że kompozycja ta skąpana jest totalnie w słońcu, a wierni jesteśmy wielkopostnemu oczekiwaniu w półmroku na blask Światła, zostawiamy ją sobie na wielkanocny deser, zaraz po jakimiś nabitym bakaliami mazurku. Ustanawiamy za to w tej notce pewne continuum z wcześniejszym wpisem (zob. ?Warszawskie Joshua Tree?), osadząjąc w niej I Still Haven?t Found What Im Looking For w wersji gospel. Dlaczego takiej? The Edge to objaśnia we wstępie, zwalniając nas z obowiązku przypominania truizmu, że U2 tak twórczo odwoływało się do świata Biblii i chrześcijan. Sama treść owego ?gospel song? dobrze komponuje się z wielkopostnym szukaniem Mistrza, kolorystyką zaś z następnym foto-wpisem, który mamy w planach.

video

?Something more?, czyli Inny Świat

Ten wpis będzie zatem kontynuacją poprzedniego, w którym dowodziłem istnienia Innego Świata poprzez ?uczoną? metodę ?komparatystyki egzystencjalnej?. Jeśli jednak u mnie logika tej metody polegała na tym, że zestawiłem obok siebie dwa sposoby ludzkiego istnienia, by ujrzeć w jednym z nich prawdopodobne ślady Bożej łaski i siły, to autorzy filmiku powyższego stosują tę metodę w odniesieniu do jednego żywota, dla chrześcijan najważniejszego, życia Jezusa Pana. Dokładniej – zestawiają informacje dostępne obserwatorowi zewnętrznemu, patrzącego na Jeszua jakby z boku, z późniejszymi skutkami jego życia dla całego świata. Mówiąc nieco bardziej ?technicznie?, zestawiają dane wyjściowe z wynikami końcowymi i wychodzi im – ?something more? , coś więcej, co ewidentnie sugeruje działanie w życiu Jeszua Welkiej Mocy.

Jednak okazuje się, że taką logikę da się też obserwować w życiu innych ludzi Bogu szczególnie poświęconych. Tak np. ?przypadek? księdza Jerzego nie przestaje mnie fascynować. Mężczyzna o tak małych możliwościach, według standardów tego świata, poruszał, porusza i będzie moim zdaniem poruszał dalej rzesze Polaków. A przecież był raczej słabo wykształcony, nieśmiały, małego wzrostu. Tymczasem celnością jego kazań zachwycali się intelektualiści, a rozumieli je zarazem ludzie prości. Jego odwaga i poświęcenie stały się lustrem, w którym niejeden polityk i biskup nie zdoła się przejrzeć. Wreszcie – nie dał się złamać oprawcom wiele od niego potężniejszym fizycznie. Rzeczywiście, w życiu tego ?prostego? księdza ewidentnie prześwituje ?something more?.

Jednak pewnie jacyś kulturozoznawcy, ?immanentni relatywiści?, mogliby się upierać, że takie ?something more? da się zauważyć też i w innych religiach, kulturach, które bazują na nauczaniu swoich mistrzów. W odniesieniu do dwóch z nich najbardziej znanych, buddyzmu i islamu, powiem tylko, że przesłanie Jezusa z Nazaretu, to coś naprawdę o wiele, wiele więcej niż przekaz tych religii i na tym na razie ten temat skończę. Wypada jeszcze zaznaczyć, że zwróciłem uwagę na ową filmową perełkę netową dzięki spostrzegawczości i czujności innych ?katolickich publicystów?, którzy wyłowili ją też i dla mnie z Sieci. Wersję po angielsku zobaczyłem dzięki Piotrowi Żyłce z Deonu.pl , zaś po polsku dzięki Michałowi Buczkowi z ?Dywizu?. Osadzam obie wersje, dodając do nich po prostu tylko swój przypis.

I na koniec ? gdy sobie myślę, że od jakiegoś czasu udaje mi się ?Poza Matrixem? toczyć dosyć regularnie od notki do notki, pisząc o sprawach wiary i Kościoła, a czasem też i ? a jakże  –  ojczystych, to dochodzę do wniosku, że to jest też jakieś ?something more?, że i w swoim życiu można je w jakimś sensie odnaleźć. Proszę mi wierzyć, znam sie na tyle dobrze, iż mogę raczej spokojnie twierdzić: o własnych siłach nie dałbym rady tak regularnie się toczyć, to jest raczej darowane. Choć też nie wiem dokładnie, jak sprawy ?Poza Matrixem?  potoczą się w przyszłości, ale właśnie w takim momencie ? przekonują ? powstaje miejsce na wiarę…

video

Pobożny – jak David Guetta?

Dziwne to w sumie, że czasem treści chrześcijańskie w głowie odświeżają człowiekowi autorzy popkulturowi, których trudno podejrzewać o ewangeliczne ambicje. A jednak miało się takich parę prywatnych rewelacji, które warto stopniowo odsłaniać. Jedna z nich dotyczy przeboju Guetty Davida ?One Love?; artysty, który raczej w Radio Maryja nie miałby szansy zaistnieć, jednak popełnił pewien ?kawałek? , który da się ?inkulturować? do przekazu ?Poza Matrixem?.

Ileż to razy na ślubach słuchał człowiek, zresztą nie tylko na nich, tego przeboju nad przebojami, ?Hymnu o miłości? św. Pawła; że ona szczęśliwa, łaskawa, cierpliwa, że nie unosi się pychą, że wszystko przetrzyma?? Ileż razy człowiek to słyszał i widział, jak przy ołtarzu ona i on z dziubków sobie niemal przy tym piją? Tyle razy, że sam przekaz Pawłowy w pewnym momencie dla słuchacza zastyga, zasklepia się, staje się przezroczysty. I oto razu pewnego odświeżył go dla mnie właśnie teledysk Guetty, przypadkiem obejrzany zresztą. W którym coś z prawdziwej natury Miłości zostało uchwycone – że ona podnosi, czyni życie głębszym, pełniejszym, a też i bardziej dynamicznym?

Ale też jest i bardziej przyziemny, a nawet nieco ?szowinistyczny? powód, dla którego zwracam uwagę na ten przebój. W pewnym momencie, w jego kadrze,  pojawia się urodziwa blondynka, jakże daleka od typu kobiety zmasakrowanej w wiadomych kawałach. Blondynka piękna smutkiem, mądrością, oczekiwaniem ? w jej oczach ukrytych. Jest taki przebłysk chwili, kiedy Blondynka podnosi picie do ust i wtedy jej oczy widać zaraz potem najpełniej? ?Czy te oczy mogą kłamać?? Ależ skąd?!!!? Chce się wręcz zakrzyczeć: ?Królestwo!!! Królestwo za te oczy!!!?. I dalej – na koń !!!. Ale zaraz, mały zoom na kadr, na palec blondynki i ?wszystko wskazuje, że mamy do czynienia z mężatką. Tak to urocza Blondynka staje się dla piszącego prawdziwym ?dead man walking?. Szkoda, tym bardziej że takich mądrych, wrażliwych spojrzeń jakby mniej na mieście wśród młodych kobiet dzisiaj. Może jednak istnieje zakryty rewers ich ucieczki z Kościoła, coraz bardziej powszechnej według niektórych statystyk?

video

Ludzie Ciszy – franciszkanin

?Ludzie Ciszy? to nie tylko nasze zdjęcie, które dobry kolega M. sobie stapetował w trybie całkowicie pirackim na ekran laptopa (notabene – gratulujemy trafnego wyboru), ale też planowany cykl, wątek, który ?Poza Matrixem? będzie się często pojawiał. Z tego względu, że na naszym blogu będziemy intensywnie fedrowali na odcinku słów, które w polskim Katolandzie wydają się być nieco zapomniane albo też i zakurzone. Są nimi: starodawna triada ? ?prawda?, ?dobro?, ?piękno?, a ponadto: ?cisza?, ?tajemnica?, ?serce?, w wersji dla panów – ?braveheart?. Tylko proszę nie myśleć, że to ostatnie nakazujemy wcielać na sposób krzyżowca. Co to, to nie ? współcześnie rozgrywać się je winno raczej w poetyce minimalistycznego w swej formie filmu ?Szpieg? (o czym kiedy indziej dłużej). Ale też wysunięcie bardziej na pierwszy plan tychże słów jest niebywałą szansą w staraniach ewangelizacyjnych. Bo gdy poznaje się np. ?dyskurs? takiej ?Krytyki Politycznej?, to w ogóle zdają się one w nim nie występować. Jak się słucha ?dziewcząt? i ?chłopców? z pisma, które spędza tak często sen z powiek adeptom wielu prawicowych ?think tanków? , to prawie się myśli, że zamiast serc mają oni zlepek ?izmów? wszelakich. Oczywiście ? mają serca, i wiadomo, że katolicka ?polityczna poprawność? słusznie nakazuje nie osądzać, co w tych sercach się kłębi. Ale jeśli chodzi o ?wojnę? dyskursów, narracji, to bracia ?katole? ? wyciągamy nasze ?serca? na wierzch, o? przepraszam ? nasze ?braveheart?. Bo też słowo ?serce? ?immanentnie?, ?strukturalnie? (to już chyba bliżej ?Krytyki?), odsyła nas?do Boga. Oczywiście możliwy to zarzut, że takimi postulatami uprawiamy jakiś filozoficzno-teologiczny forrestgampizm, że przecież wiara i wiedza w jednej chodzą parze kontemplacyjnej. Nie przeczę ? uprawniony to zarzut może być (czy w ostatnich słowach nie popadłem aby w składnię Mistrza Yody?). Ale tym, co zaraz w dalszej części napiszemy, nie kwestionujemy zasadności teologicznych studiów wszelakich, regularnego poznawania Biblii i Tradycji.

W planie prywatnym dopowiemy jednak, że akurat piszący ma taki feler w sobie, że gdy czyta dłużej dzieło o Bogu, grube i szczegółowe jak książka telefoniczna, to coś jakby w brzuchu zaczyna go boleć i ratunek na ten syndrom znajduje najczęściej w samotnej, a przedłużonej, sesji ?terapeutycznej? w kaplicy. I proszę wierzyć piszącemu: w tym puklerzu wiary, którym się on chwali, jest pewien prześwit, pewna szczelina?która się nie domyka od lat, i którą jakiś snajper może kiedyś wreszcie wykorzysta? Aby jednak nie popaść za bardzo w tryb programu ?Ewa Drzyzga Show? wątek ten na tym skończymy.

czytaj więcej »

video

„Lucky Man” – fotomontaż

I znowu pytają nas, co my tam poza Matrixem nucimy. Odpowiadamy, po chwili zakłopotania, bo to raczej mainstreamowy ?kawałek?, że Lucky Man  The Verve. Z mądrościami tej kompozycji (cudzysłów świadomie pominięty) zgodzi się raczej każdy człowiek szczerze szukający, tropiący Boga; szczególnie kiedy słyszy:

But I’m a lucky man
With fire in my hands
 

[?]

How many corners do I have to turn?
How many times do I have to learn
All the love I have is in my mind?

[?] 

Gotta love that’ll never die 

Happiness
More or less
It’s just a change in me
Something in my liberty
Happiness
Coming and going

Czy wersy powyższe to stan zaistniały, czy też pożądany w żywocie Ivo ? pozostanie niedopowiedziane. Na dodatek ta radość wyśpiewana w strumieniu jasności, przed horyzontem pełnym uroczego widoku, tylko się przez to pogłębia. I tu dokona Ivo pauzy godnej ?dewota?. Bo nie wie dlaczego, ale kiedy myśli o obrazach Kościoła Przyszłości (bo jest dla niego raczej pewne to, że współczesne obrazy eklezjalne muszą popękać, żeby przetrwał ? szczególne w Polsce ? sam Kościół), to wraca właśnie myślą do tego przeszklonego loftu, dopuszczając się w myślach retuszu, jakby pracował w Photoshopie albo After Effects. Czyni zatem pauzę w projekcji, na zatrzymanym kadrze plakat The Verve zastępuje  prawosławną ikoną Matki Bożej, przed nią stawia monstrancję z Najświętszym Sakramentem, a samych chłopaków z kapeli ustawia wokół Niego; w kręgu, w pozycji adoracji. I nagle w jedno się splata: błękit, światło, cisza?Bóg. Rodzi się prawdziwy Lucky Man.

video

„Do hymnu…”

Pytają nas czasem, co też my tam poza Matrixem pod nosem sobie nucimy. Nieraz poniższy „kawałek” P.O.D. Na tyle często jego „flashback” w głowie nam się pojawia, że można by mu nadać status naszego hymnu egzystencjalnego. Swoim tekstem, nastrojem jak najbardziej komponuje się on z naszym widzeniem świata, a też i Mesjasza tropieniem. To ostatnie jest zajęciem szczególnie fascynującym, wziąwszy pod uwagę to, jaka „nagroda” jest za to przyobiecana, ale nie ukrywajmy: wędrówka ta naznaczona jest też groźnymi, cichymi pauzami bezwietrzności, bolesnej bezsensowności… W jej trakcie można się motywować „negatywnie” pogańskim, w swym pierwotnym brzmieniu, zawołaniem francuskich legionistów: „marche ou creve” („maszeruj albo zdychaj”, cytowane bez stosownych akcentów) albo też właśnie obietnicą P.O.D o Nowej Pieśni w naszym życiu… Jaka „technika” motywacji jest lepsza? Zależy to pewnie od wielu „czynników”. W razie czego: żeby uzasadnić bardziej, dlaczego tę „kompozycję” osadzamy na naszym blogu, odpowiemy „kazuistycznie”, że lata tam po kadrze pewien młodzian odważny i różańca się nie wstydzi…

Jakby kto chciał w razie czego lepiej zrozumieć, to niech spojrzy:

http://www.tekstowo.pl/piosenka,p_o_d_,goodbye_for_now.html

video

Obrazy dla Polski 2012

Tak naprawdę szukając nowego języka opisu doświadczenia Ojczyzny, trzeba również wyruszyć w poszukiwaniu nowego języka dla doświadczenia Kościoła w dzisiejszej Polsce (rzecz z rozmysłem zawężam do naszego ?rejonu?). Oba te ?narzecza? zachodzą na siebie, bowiem oba ogarniają ? albo inaczej: próbują wypowiedzieć ? Tajemnicę ostatecznie? miłości, wolności, a może jeszcze bardziej piękna. Tak, tak, owe słowo przez duże ?T?, to jedno z ulubionych słów Ivo ? aż boi się go nadużywać, ale niestety ? będzie się w tym względzie powtarzał.

Jak podobne to języki, dowodzą dwa poniższe filmy. Jeden z nich wyświetla zwycięską koncepcję plastyczną Muzeum Historii Polski, drugi filmuje intuicje (prorocze?) JPII. Oba obrazują w sposób bliski to, jak czuje i myśli Ivo o sprawach rzeczywiście „ważnych”. Szczególnie projekt Muzeum (który pod względem finansowania dalej stoi w miejscu) odpowiada tej wrażliwości, która otwiera się na przyszłość, przenosząc ją w sposób jak najbardziej nowoczesny w przyszłość. To w jakiejś mierze jest nowo ryta tablica historyczna, na sposób cyfrowy, dla potomnych. A kończy ją instalacja-sala: ?Ogrody?. Dla piszącego to poetyckie, symboliczne, na swój sposób kongenialne (hiperbola zamierzona), oddanie prawdy, że projekt Polska, od dawien dawna tworzony, cały czas się spełnia?  I ma przed sobą przyszłość, jeśli należycie wyzyskamy tę wolność, która rzeczywiście jest i szansą, i ciężarem. Niektórzy chcieliby zagracić tę ostatnią salę różnymi kontrowersyjnymi rekwizytami współczesnymi. Ale w sumie nie chodzi tu o kontrowersje, a jedynie o groźbę, że tę przestrzeń, która wzywa, otwiera się w dal? po prostu się zagłuszy i zniszczy.

Kończąc, bo temat będzie, kontynuowany, wypowiem podsumowującą, a zarazem otwierającą puentę. Nie trzeba być zawodowym filozofem, by wiedzieć, że, szukając nowego języka na opisanie doświadczenia Ojczyzny i Kościoła w roku 2012, będzie się szukało ?nieco? nowej Ojczyzny i Nowego Kościoła. Po dwudziestu latach ?wolnej Polski? smutny to poniekąd wniosek: że ten Kościół i tę Ojczyznę trzeba w jakimś sensie wymyślać właśnie na nowo. Za mało mamy miejsca teraz na analizy, dlaczego tak się stało? Owe poszukiwania eklezjalne opatrzone są tytułem Nowej Ewangelizacji. A jak nazwać próby patriotyczne? A może znowu ? zachodzą one na siebie? Wydaje się że tak? Bowiem, jeśli kiedyś, za czasów pierwszej ?Solidarności?, Polacy nieraz powracali do Kościoła poprzez przestrzeń patriotyczną, tak dzisiaj wydaje się, że do Polski, do jej aktywnego tworzenia, powrócą na skalę masową tylko z przestrzeni Kościoła. Intuicja podpowiada, że ta Polska, którą znamy, pamiętamy, nie przetrwa nawet w swej istocie, a nie tylko formie, jeśli nie przetrwa polski Kościół. Jednocześnie zwykła obserwacja w dniu powszednim jego żywotności sugeruje z kolei to, że on nie przetrwa, jeżeli nie odkryje, a przed innymi nie odsłoni, niezgłębionego horyzontu duchowości, zogniskowanej na Osobie Zbawiciela. A to może się spełnić tylko w długiej, głębokiej, choć ? pewnie ? różnorakiej Adoracji. Logiczny jest zatem wniosek rzeczywiście końcowy: ta nowa, jakoś ” inna”, Polska wyłoni się z Ciszy… jeśli skądkolwiek miałaby się wyłonić.

video

„5 minut” ciszy

Kto powiedział, że ciągle musimy gadać/pisać… Czasem o wiele lepiej posłuchać/popatrzeć, tym bardziej że „w stanach nagłych ” jesteśmy „łowcami androidów”…

video

Zaskakująca przyszłość kina

Jakiś czas temu; grzebiąc swa duszę w oparach centrum handlowego, przystanął Ivo chwilę ? jakby w niemocy ? przed bramą multipleksu. ?Ile to ja miesięcy nie byłem w tym przybytku coli; popcornu i… kina ??  (tak, nie inaczej ? w tej kolejności trzeba to pisać i czytać)? ? spytał się w trybie autotematycznym. Nie mógł odgadnąć ? i nawet nie było mu przykro z tego powodu, tym bardziej że przecież opuszcza w tych przybytkach, ot, choćby produkcje, które chciałby zobaczyć na pierwszy rzut oka; np ? polskiego ?Kreta?. Lecz symulując w myśli wejście w ten wieloekranowy ekosystem, zgorszony podświadomie odrazą, pozwala sobie na luksus niewiedzy. Zarazem ? czasem się przymusza bardzo, aby odwiedzić tzw. ?kina studyjne?; w których akcję/fabułę tak często kroi się wedle zasady: im dłużej, tym lepiej. I siedzą potem tacy warszawscy ?inteligenci?, lulki palą, i potakują, że to takie ?inne?, tak ? w ? ?trzewia wchodzi?, etc. Ivo na szczęście wyrósł z towarzyskiego trybu ?musi się podobać?. Pamięta doskonale, jak po egzaminie magisterskim, odwrócił się na pięcie w stronę fasady swej uczelni i, tworząc ?gest Kozakiewicza?,  wykrzyczał z ulgą: ?Pier….lę Gombrowicza !!!?. Odtąd był już naprawdę wolny od wszelkich towarzysko-artystycznych zamordyzmów. I czasem, wręcz prowokacyjnie lubi komuś pokazać kieł chama. ?Czy oglądał Pan w Teatrze Telewizji ekranizacje prozy Herlinga? ?  ?Bardzo przepraszam, ale wtedy na Polonii leciały powtórki Klanu? ? podwójnie gorszy Ivo. Bo nie dość, że ?Klan?, to jeszcze powtórki. A już bruku sięga; kiedy na pytanie: ?Jaka jest według Pana przyszłośc kina: 3D; seriale, internet… ??, odpowiada ze śmiertelnie poważną miną: ?Przyszłość kina, Drogi Panie; jest – jak mawia mój kumpel –  włochata. Tak, na pewno, włochata jest przyszłość kina; zresztą Pan sam się przekona… ?