Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X
Post

Adoracja „Kibica”

Kościół stołeczny, niedaleko mecz piłkarski, kibolski folklor wisi w powietrzu, mży mżawką rzęsiście. Wchodząc do kościoła, przy drzwiach spotykam jednego „kibica”. Raczej nie kibol, choć też lata świetlne do typu metroseksualnego. Ogorzały, mocny facet, w średnim wieku, z ogoloną na krótko-żołniersko głową, z szyją przewiązaną szalikiem wiadomym. „Gdzie można się schować przed deszczem, jak nie w domu Bożym?” – mówi do mnie. Uśmiecham się lekko, porozumiewawczo, zostawiając go na zewnątrz. Za chwilę widzę go jednak w tym kościele, jak kroczy nieśmiało, przystaje w nawie bocznej. On widzi kilkunastu „gości”, raczej rosłych, siedzących, klęczących, w ciszy adorujących Najświętszy Sakrament. „Luknąłem” na niego kątem oka. Wydawał się jakby zmieszany i zaskoczony obrazkiem, który obserwował. To się nieco cofał, to nieco wracał… Wreszcie po jakimś czasie poszedł. A ja już będę długo żałował, że się nie „wygłupiłem”, że do niego nie podszedłem, nie powiedziałem, że to nie zamknięte spotkanie, że może tu sobie spokojnie pobyć, posiedzieć, popatrzeć…jakby chciał.

Post

„Orzeł może”, czyli kosiarz trawników

Do akcji ?Orzeł może? można też oczywiście podejść na sposób bardziej groteskowy niż patriotyczny. Szwagier szukał wsparcia w konkursie na kosiarkę, który ogłosiła wielka sieć handlowa. Polegał on na tym, by napisać krótki tekst na temat: ?Twój sposób na idealny trawnik?. Nie mając bladego pojęcia o sztuce pielęgnacji trawników, Szwagrowi wsparcia udzieliłem, obsadzając go jeszcze jako główego bohatera tekstu. ?Efekty? ? poniżej:

Po całym tygodniu pracy, po wyrobionych 100 godzinach harówki lekarza, wróciłem do domu. Rześki, lekki, wypoczęty. Dziwicie się? Ja bym się nie dziwił, szczególnie po ostatniej akcji ?patriotycznej? ? ?Orzeł może?. Jeżeli on może, to mogę i ja. Bo przecież ?orzeł, to ja, to ja, to ja? ? nuciłem sobie pod nosem. Ubrawszy się w szary, roboczy kombinezon, noszony przez mego dziada, pradziada, wyszedłem z naszej posesji, zamieszakiwanej kiedyś przez dziada, pradziada, i stanąłem przed trawnikiem, po którym mój dziad i pradziad też chodzili. Stanąłem z mocnym postanowieniem, że nim ma żona z synem wrócą z zakupów, ja trawnik skoszę. Czyn ten ofiarując mojej ?drugiej połówce? jako prezent na dziesiątą rocznicę ślubu. ?Ale jak to uczynić, nie mając kosiarki?? ? zapytacie pewnie. Pamiętajmy, że jeśli ?Orzeł może?, to mogę i ja…

Wpierw porzucałem się po całym trawniku, całym sobą, na plecy, w stylu jakby zapaśniczym. Celem spulchnienia i wyrównania gleby. Potem wyturłałem się po nim znowu całym, jak nasz szczeniak po pokojowym dywanie. Bo ten mój kombinezon cechują dziwne właściwości elektrostatyczne. Co nim przejedziesz po trawie, to ona dęba staje. Mając już wszelkie zielone włosie ustawione w trybie na sztorc, pobiegłem do pokoju syna. Wróciłem na trawnik z jego helikopterem zdalnie sterowanym w ręku, zapuściłem silnik, a wirnik skierowałem do dołu, w kierunku ziemi. I równiuteńkim lotem koszącym, jakbym miał jaki dalmierz laserowy w oku, odpowiednio krótko trawnik skosiłem. Po dwóch kwadransach dzieło było skończone, to znaczy prezent był gotowy do odbioru. A nie mówiłem? ?Orzeł może?…

– Jak w godzinę nie zrobisz trawnika, to nie będzie żadnej majówki!!! ? wybudziła mnie ze snu głębokiego jak ocean moja żona, cała piękna w swej złości, w swych papilotach.

Podszedłem do okna. Trawnik jak był wczoraj zapuszczony, tak był i dzisiaj zapuszczony. Są więc koszmary senne, ale też i marzenia senne. I powiem Wam, że chyba już lepiej przeżywać koszmary… Bo też jak skosić trawnik, nie mając kosiarki?

 

Post

Przerwa majowa

Nawet najbardziej aktywny „dewot” w pewnym momencie odstawia różaniec i…

Post

?Bogurodzica? – 2013

?Matko, która nas znasz/z dziećmi Twymi bądź/na drogach nam nadzieją świeć/z Synem Twym, z nami idź? –  głosi pewna pieśń maryjna, którą ludzie głębiej zalogowani w Katolandzie poznali, słyszeli wiele razy, a to na pieszych pielgrzymkach, a to na oazowych zlotach, zazwyczaj przy akompaniamencie gitarowym. Wspominam o tej rzewnej kompozycji, według zasady luźnych skojarzeń, wspominając z kolei pewną audycję w ?lewicowo-liberalnym? radiu, podczas której to prowadzący ją jegomość zadał bardzo ?kontrowersyjne? pytanie, kto dzisiaj będzie śpiewał ?Bogurodzicę? z tymi wszystkimi staropolskimi ?zyszczy nam, spuści nam? (cytuję go tylko wedle swej ułomnej pamięci). Otóż, problem w tym, że zdaniem piszącego w kulturze polskiej nie wymyślono nic bardziej pięknego, dostojnego, odsłaniającego tajemnicę tej, która dała Boga światu, niż owy śpiewany w czasach dawnych, także i przez polskie rycerstwo, hołd dla Miriam; no, może jeszcze ?Godzinki? się dzisiaj bronią ?w starciu? z nią, ale już na pewno nie ta wspomniana na początku ?oazowa? pieśń.

Sumując: ?Bogurodzica? wydaje się miażdżyć wszystko to, co w języku polskim się współcześnie o Maryi śpiewa, swoim potencjałem artystycznym, duchowym, intelektualnym. Stopionym w jedno, w tych kilku nam znanych strofach, które do nas dotarły, a o których napisano wiele mądrych, badawczych rozpraw. W jakimś sensie to konstatacja smutna dla czasów dzisiejszych, a zarazem pełna szacunku dla naszej tradycji. Może i nasi przodkowie nie śmigali po tabletach, może i mieli większe problemy stomatologiczne, jednak w pewnych obszarach nas zdecydowanie wyprzedzali, i to nie tylko w męstwie, gotowości na przyjęcie śmierci.

Czasem odnosi się wrażenie, kiedy obserwuje się kulturę ?nowej ewangelizacji?, że piesń ta i z niej wyparowała. Tu można by zacząć ? ku uciesze braci ?tradsów? ? szerszą refleksję o tym, na ile owa kultura pod względem formy wierna jest ?hermeneutyce ciągłości? postulowanej przez Benedykta XVI, bo że na poziomie deklaratywnym wszystko tam ?ortodoksyjne?, że hej!, to raczej nie ma sporu. Kto jednak myśli, że do kultu maryjnego bardziej przekona współczesnego człowieka przy pomocy gitary niż ?Bogurodzicy?, ten chyba jednak błądzi. Przez to spostrzeżenie nie zgłaszamy akcesu do obozu „tradsów”,  a jednocześnie pozwalamy sobie zastrzec: „nowa ewangelizacja”? Tak, a i owszem, ale bez podskoków, oklasków i „wielbienia” na komendę. Bardzo prosimy…

Śpiewać dziś te „zyszczy nam, spuści nam”, to powracać do ciszy średniowiecznych świątyń, których w kraju Polan nie ma tak wiele, a w których modlili się ludzie, którzy żyli przed nami na tej ziemi. A teraz sami posłuchajmy, dreszcze przez duszę przechodzą; choć też sądzę, że dzisiaj lepiej broniłaby się wersja bardziej chorałowa niż żołnierska.

Post

?Oko w Oko?… z Bogiem

AO_2012_00004-5.jpg

Tak zatem wedug artykułów naszej wiary umarł, zmartwychwstał, ukazywał się, a potem wniebowstąpił. Powiedział jednak, że pożyteczne jest Jego odejście od nas i patrząc na ten opłatek chleba, człowiek rozumie to lepiej ? że przez swą sakramentalną Obecność może być tak blisko, tak Ciałem i Krwią wśród tylu ludzi, jakby nie mógł być za czasów swej bezpośredniej, fizycznej obecności w Palestynie. Pozostaje jeszcze jedna kwestia ? uwierzyć w to, a potem sobie w razie czego z tą wiarą poradzić; no bo jakoś tak dziwnie uświadomić sobie na poważnie, że tak naprawdę żyje się i grzeszy w tak bliskiej Obecności; a wszystko to, co dobre i kochane ma w niej swój początek.

Jednak jak uwierzyć, kiedy już dawno Reformacja poczęła czynić ?dekonstrukcję? Tradycji Kościoła, zostawiając nas samych z Biblią? Przyszli jednak potem współcześni egzegeci biblijni i zaczęli przy tym Piśmie dłubać na poważnie, a wielu po tym dłubaniu już z tej Biblii dużo nie zostało, czemu ostatnio dzielnie przeciwstawiał się sam Benedykt XVI. Trudno ustalić dokładnie, co też im się w sercach wówczas kłębiło, ale potem przyszli współcześni psycholodzy, psychoterapeuci, psychiatrzy i wielu z nich orzekło, że to, co w sercu ludziom wiary i niewiary się kłębi, to raczej zdecydowanie ani Bóg, ani szatan, a w ogóle to cóż to jest owo ?serce?, ?dusza?, kiedy lepiej mówić o ?moich emocjach?, o moim ?ja?. Temu z kolei, z różnym trzeba przyznać skutkiem, próbują się przeciwstawiać inni dzielni ludzie, wyznając dawno już sformułowaną zasadę, że jednak ?Łaska buduje na naturze?, a branie np. leków na ?psyche? wspomagać może realny postęp w życiu duchowym i modlitewnym. Sumując: włożono dużo profesjonalnego wysiłku w to, aby zabrać nam wiarę w tę Miłość, co to nie ma ani końca, ani początku.

Można zjeść tysiąc kotletów, zrobić tysiąc ?Dziedzińców Pogan?, tysiąc paneli ?o dialogu?, przegadać godziny o Bogu, Kościele i świecie, o tajemnicach nauki, filozofii etc. I prawie zawsze dojdzie się do pytania o Pierwszą Przyczynę świata, czyli według ludzi wiary o tę właśnie Miłość. Tylko jak ogarnąć w sobie tę logiczną trwogę, która wraz z pytaniem o Pierwszą Przyczynę przeszywa na wskroś człowieka? Doświadczenie podpowiada, że ogarnia się ją właśnie w sercu, że istnieje jakaś utajona koniunkcja między treściami, myślami naszego umysłu a sercem, które czuje, ogarnia to, czemu głowa nie daje rady, jak np. wierze w realną Obecność Zbawiciela pod postacią chleba i wina. Doświadczenie jednak też podpowiada, że trzeba wielu godzin spędzonych przed tym Najświętszym Sakramentem, by sobie pewne rzeczy w głowie i sercu zacząć układać. I jeszcze to zachować, ocalić; tym bardziej kiedy życie nie staje się zupełnie i od razu takie proste jak drut, a bezbolesne jak mur. Choć też umysł może wydatnie pomóc w naszych wyborach, jeśli przykładowo wyobrazi sobie życie według ?narracji? Wojtyły Karola a ?Wyborczej Gazety? (bo że ta ma swą dominującą ?narrację?, to raczej nie ma wątpliwości). I też raczej nie ma ich, kiedy człowiek właśnie zamknie oczy i sobie pomyśli życie według obu tych ?narracji?, nie ma wahań, gdzie wcisnąć ?to lubię!?.

Ale nasze rozważania mają też i wymiar bardziej powszechny. Bo też wydaje się, że aby dzisiaj pozostać katolikiem, trzeba sobie odpowiedzieć pozytywnie przynajmniej na trzy pytania: o istnienie Boga, o Jezusa z Nazaretu i o Eucharystię, której pamiątką jest ta Najświętsza Hostia powyżej. Z całym szacunkiem dla nowej linii franciszkańskiej w Kościele, bardzo oczywiście potrzebnej, chociaż niekiedy wzmacnianej do granic groteski przez media, tak też z całym szacunkiem, ale jeśli ludzie nie uwierzą na masową skalę, że ów Opłatek to jednak… Bóg, to raczej ani do Kościoła nie wrócą na dobre, ani w nim nie zostaną na dłużej, choćby nie wiadomo ile pałaców biskupi opuścili lub też sprzedali.

Dla czytającego zaś stanie sie teraz może bardziej jasne, dlaczego promowanie Adoracji Najświętszego Sakramentu, a wraz z nią idei Ludzi Ciszy (o której już kiedyś była mowa), to chyba właściwy sens powstania tego bloga. Wszystko inne, co – jeśli w ogóle – wydarzy się ?Poza Matrixem?, będzie do tego zadania jedynie przypisem, a samo ono narzuca piszącemu pewne też i ograniczenia, np. w zakresie krytykanckiego używania sobie na świat i na Kościół.

Położyć swe życie na tym Opłatku… To chodzić po kruchym lodzie czy też po skale? Chyba każdy dzisiaj sam musi sobie udzielić odpowiedzi na to pytanie.

Post

„Nowa ewangelizacja”: z mocą Terminatora…

Ludzie o duszach wrażliwych proszeni są o pominięcie powyższego materiału filmowego, gdyż może się to odbić na ich marzeniach sennych. Umieściliśmy ten fragment w ramach powszechnego poszukiwania dziś wzorca mężczyzny, dodawszy do niego nieco kontekstu ewangelizacyjnego w dalszej partii postu.

Z wiekiem, kiedy dochodzi na poważnie do człowieka, że jest istotą podpadającą bezwzględnie pod upływ czasu i pod prawo śmierci, zauważa się coraz większy zanik zapału apostolskiego wobec świata i ludzi. Kiedyś potrafiło się długo perorować o wierze, o tym, jak ona wpływa na stan zewnętrzny i wewnętrzny, jak ratuje dotkniętego nią osobnika przed światem pełnym zgiełku, wrzasku i przemocy; dzisiaj ? takie wystąpienia, jeśli się zdarzają, to są i krótsze, i mniej naznaczone werwą. Co się stało?? Kryzys nadchodzącego wieku średniego, kryzys wiary?? Bo nie chodzi jedynie tylko o to, że wielokrotne wykłady o wierze wobec niektórych były często rzeczywistym rzucaniem grochem o ścianę, które ucierało tylko nosa ?ewangelizatorowi?. A może tak właśnie boleśnie odczuwa się na własnej skórze prawdę, że dzisiaj o wiele bardziej ?potrzeba świadków niż mówienia o wierze?? Że gdy się straci coś w tym życiu realnie ze względu na wiarę, to przy okazji składa się dowód przed innymi o tym, że historia o Bogu, który stał się człowiekiem, jest warta rzeczywiście czegoś poświęcenia już na zawsze. I to ?przy okazji? jest bardzo ważnym zastrzeżeniem. Bo traci się właśnie przede wszystkim i tylko ze względu?na wierność Zbawicielowi, sam zaś dowód przed innymi składa się przy okazji. Przynajmniej chyba tak powinno być.

Ale też znowu nie popadajmy w nadmierny optymizm o sile świadectwa. Współczesne algorytmy psychologiczne, psychoterapeutyczne, psychiatryczne są w stanie ?wytłumaczyć? osobie szukającej Nadziei bardzo wiele? Ale też na szczęście współczesne przykłady chrześcijańskiego męczeństwa, składane przez niektórych z niesamowitym spokojem i wybaczeniem, są w stanie tę samą osobę o istnieniu wiecznej Nadziei przekonywać, nie dając jej wręcz ?spokoju?. Chociaż i przez wspomniane algorytmy wybór wiary pozostaje dzisiaj, chyba w znacznie większym stopniu niż to kiedyś bywało, decyzją jak najbardziej wewnętrzną, jak najbardziej osobistą, której chciałoby się jednak dopomóc; szczególnie w momentach, gdy jakiś pielgrzym na tej ziemi leci w ciemność, w ból, w piekło własnych koszmarów i lęków. Chciałoby się w jego przestrzeń wkroczyć tak na moment, żeby za bardzo nie zaczernić się jego bezsensem, chciałoby się wkroczyć i krótko powiedzieć: ?Come with me, if You want to live?. I żeby z nami poszedł? Chciałoby się mieć taką siłę w słowie.

Post

Się dzieje… w kato-Sieci na Adwent

Jeżeli niedawno utyskiwałem nieco w jednym z postów na skromną produkcję internetowo-medialną płynącą do nas ze świata dominikańskiego, to zwykła wierność zasadzie sprawiedliwości wymaga, by zauważyć pewną jakościową, a też i ilościową zmianę w zakresie tematu, któremu wspomniany tekst był poświęcony. Chociaż to, o czym będę pisał poniżej tworzone jest nie tylko przy wsparciu braci w białych habitach. Ale wpierw o rzeczach przez nich animowanych bezpośrednio.

Dla mnie prawdziwą gratką jest inicjatywa tekstowa ?Czytaj Słowo?. Przez cały Adwent, dzień po dniu, rozdział po rozdziale ? będzie można przejść przez  Ewangelię według św. Łukasza przy odpowiedniej asyście duszpasterskiej i egzegetycznej, której udzielą nam ojcowie. Pisanej takim stylem i wiedzą, które nie obrażają człowieka po studiach, a nie wymagają jednocześnie umiejętności potrzebnych do oceny habilitacji z egzegezy biblijnej. Pamiętam, że z moim przyjacielem czasem prowadziliśmy dysputy, czy czytanie poszatkowanych dosyć tekstów Biblii, jakie daje nam Kościół w codziennej Liturgii, przynieść może więcej korzyści duszy człowieczej niż czytanie powolne, za to regularne, zmierzające do końca jednej, wybranej Księgi, co bardziej ?fachowo? zwie się ?lectio continua?. Oczywiście, da się czytać i to, i to w jednym dniu. Tylko że prowadzić wbrew pozorom może to do większych napięć niż pożytków, jakie człowiek by się spodziewał odnieść na pierwszy rzut oka z takiego trybu ?stereo? wsłuchiwania się w Boże Objawienie. Dzięki inicjatywie ?Czytaj Słowo? więcej osób będzie mogło popaść w takie rozterki, jakie i my mieliśmy przed sobą.

Serwis Liturgia.pl kręci na całego i puścił w ?eter? niedawno kolejną, przedłużoną katechezę poświęconą Adwentowi oraz informuje, że będzie zamieszczał codziennie przez ten czas Oczekiwania nagrania homilii z krakowskiej bazyliki oo. Dominikanów (szukaj dokładnie: ?Roraty dla tych, co zaspali?). Inicjatywa i upór ludzi z Ośrodka Liturgicznego cieszą szczególnie w dobie szaleństwa ?tweetowania?, do którego przyłączył się niedawno ? o zgrozo! – sam Benedykt XVI).

Ojciec Szustak kręci też na całego, i to w poetyce ?prawie? thrillera, rekolekcje: ?Nocny złodziej?. Trzeba oglądać, by się przekonać, czy poziom sensacji będzie w nich taki sam jak w ?Operacji Argo? Bena Afflecka, choć dobór tematu pozwala nawet mieć nadzieję, że większy.

Wszystkie powyższe przedsięwizięcia w Sieci zaskakują pozytywnie, jest się wdzięcznym Opatrzności za to, że w Adwencie tyle się dzieje. Tylko zawsze można nieco uszczypliwie zapytać: Panowie ? czemu takie wzmożenie ewangelizacyjne akurat w tym czasie; przecież diabeł pracuje nie tylko w okresie rorat? Przekonywał dawno temu nas, pielgrzymów na tym łez padole, barokowy poeta, kiedy zauważał: ?Pokój ? szczęśliwość, ale bojowanie/Byt nasz podniebny?, codzienny – dodajmy. Trzeba więc człowiekowi wsparcia specjalnego w Sieci, nie tylko w ten specjalny czas.

Jednak pojawiły się w niej inicjatywy, które mają ambicję przekraczać adwentowe wzmożenie ewangelizacyjne, a udział w nich biorą nie tylko bracia dominikanie. Boską.tv ? czyli telewizję internetową, już po pierwszych materiałach widać, że mającą ambicję odsłaniać ludziom Boga, powołał do życia zespół pasjonatów, którzy w dużej mierze tworzyli razem, gasnącą już teraz, Religię.tv. Ciekaw jestem, jakie to nowe treści, jakie to nowe akcenty się pojawią w ?contencie? tworzonym bez pomocy, ?opieki? wielkiego koncernu medialnego. W każdym razie kibicujemy bez cienia zazdrości, bo widać, że wzięli się za to ludzie, którzy umieją i filmować, i montować, więc wypada życzyć, aby nie zabrakło im pomysłów i ogólnej koncepcji na program. Choć też odważę się zaznaczyć, że w stosunku do samej nazwy i logo tego projeku przejawiam pewien?dystans.

Do Sieci schodzi też oficjalnie, i na poważnie, człowiek, który był odpowiedzialny za program Religii.tv, sam ? uwaga: jakiekolwiek panie czytające ten tekst prosimy o specjalne kato-groupies okrzyki  ? Szymoooooon Hołooooownia !!! Gigant polskiej publicytyki religijnej. ?Gigant? – to dobre słowo na określenie kogoś, kto dorobił się nie tylko wielu fiszek w Bibliotece Narodowej, ale też?własnej półki w Empiku, sprzedając setki tysięcy egzemplarzy swoich książek. W każdym razie ?non omnis moriar? ? pasuje do Szymona jak ulał, nawet tylko w kontekście ziemskim. Czy przez prowadzenie multimedilnego projektu, Stacja7.pl, nasz drogi Szymon potwierdzi swą publicystyczną dominację? Czy zadomowi się na iPadzie na dobre, jak w telewizji, jak w prasie. Bo nie trzeba być specjalnym ?freak media?, by spostrzec i podejrzewać, że jego i wydawnictwa ?Znak? projekt prawdopodobnie zmierza w stronę aplikacji w App Store (pytanie: czy i ile płatnej?).

Odwiedziliśmy ?Stację7.pl? na chwilę i odważymy się powiedzieć, że tworzą ją ludzie? próbujący rzeczywiście żyć Ewangelią w każdym dniu. Co jest ważnym zastrzeżeniem w odniesienu do ?contentu? o wierze, bo czasem się zdarza, że tworzą go autorzy, którzy może i wiedzą nieco o religii, ale mało jakoś przekonują, że w nią wierzą na poważnie, że ją traktują jako sprawę życia lub śmierci. Tu nie da się podejrzewać takiej opozycji. Samemu liderowi nowego projektu piszący mógłby zadać jakieś swoje ?ale?, zarazem jednak też nie mógłby mu odmówić jednego ? że przekonał wielu, w tym i autora tych słów, iż zrobił w życiu bardzo wiele, aby odpowiedzieć sobie na pytanie: czy Chrystus to mity, czy też Rzeczywistość??

Oczywiście, kiedy Szymon schodzi do Sieci, taki skromny kato-bloger, jakim jest piszący, przypomina faceta, który sprzedaje spodnie na łóżku polowym, a nagle obok niego ląduje wielkie centrum handlowe. Ale też w jakimś sensie jest to porównanie chybione, bo cały urok kato-roboty w Sieci polega na tym, że miejsca w niej starczy dla wielu. Każdy, kto czuje w sobie siłę i chęć, może o Bogu i Kościele pisać na swój sposób, byle tylko tak, by wygrywał ostatecznie jedyny nam dany przez Boga Neo. Chociaż też nie jestem takim fantastą, aby nie podejrzewać, iż wielość ?podmiotów katolickich? w Sieci może powodować z czasem różnorakie napięcia, ale o tym już kiedy indziej?

P.S. Pozwalam sobie już nie zadawać dodatkowej pracy linkowania; każdy, kto będzie chciał, po odpowiednich informacjach w tekśćie wy-google-uje sobie wszystko.

Post

Ośrodek Liturgiczny a…Polska

Brzmi prawie jak „słoń a sprawa polska”. Na dodatek jest to Dominikański Ośrodek. W tytule notki o tym nie wspomniałem, nie dlatego bym się lękał, że ktoś ? na podstawie ostatnich wpisów ? posądzi mnie o nerwicę dominikańską, ale dlatego że jest to przede wszystkim Ośrodek Liturgiczny. Skupiający ludzi ? jak mniemam po swej dalekiej obserwacji ? z różnych kręgów eklezjalnych. Fedrujących w Katolandzie na tym samym odcinku słów, co człowiek mający ambicje żyć ?Poza Matrixem?.  Dla skromności dodam tylko, że oni pracują tam twórczo od dawna na wiele większą skalę. W filmikach poniższych sami opisywani wyjaśniają szerzej, o co im chodzi. W ramach jakby teaseru zapowiem tylko: jeśli chcesz uciec nagle z kościoła, kiedy słyszysz organistę, który głosem odartym nieudolnie z Farinellego zaczyna wyrzucać z siebie teksty dobre dla pensjonarek z dziewiętnastego wieku ? docenisz ich robotę. Pamiętam jednak kolegę-agnostyka (bo nie tylko ludzie z ?katolicyzmu otwartego? w życiu swym z takimi się zadają), któremu podesłałem poniższe produkcje wideo. Zapytał mnie potem nieco ironicznie, czy ja aby w nich na pewno tylko piękna liturgicznego szukam?? Zgaduj zgadula, co miał na myśli i oglądaj.

Lecz wobec naszego nastawienia na piękno ?Poza Matrixem? można wysunąć bardziej poważny zarzut na pierwszy rzut oka. Że my tak ciągle o tym pięknie (a co gorsza ? będzie o nim więcej), podczas gdy tu: Kaczyński, Tusk, in vitro, geje, aborcja, Palikot, Trzecia vs Czwarta RP, podczas gdy trzeba brać za laptopy i w okopy? Na poziomie twardych faktów odpowiem, że jako skromny bloger bardziej swego realizmu dowodzę przez to pięknoduchostwo, niż zajmując się z ?dumą? powodzią newsową, na którą mało mogę wpłynąć przy swych skromnych środkach konkretnych.

Wspominając natomiast ?Władcę Pierścieni? wyświetlonego przez Jacksona, odpowiem, że w chwili decydującej walki ze złem Aragorn, Legolas i Gimli zostali posłani na tyły w poszukiwaniu wsparcia ze świata duchów. Im więcej zatem w Kościele takich drużyn poszukujących Źródła piękna, tym szansę na ostateczne zwycięstwo wzrastają. Inaczej opisując te długookresową strategię, powiem, że ?Poza Matrixem? bardziej jesteśmy zatroskani o ilość zbawionych serc ludzkich niż?o Polskę. Tym bardziej że w ?Trzeciej RP? trzeba mieć siłę nie z tej ziemi w sobie, by nie skończyć jako zgorzkniały ?prawicowiec?. Przede wszystkim jednak Pierwsza ?Solidarność? wydarzyła się tylko dlatego, że ilość ludzi dotkniętych pięknem po prostu przekroczyła swą krytyczną masę. I się zaczęło. Bo ta Pierwsza ?Solidarność? była w swej istocie przede wszystkim projektem pięknym, co się przeczuwało niejako podskórnie, gdy się weń wchodziło, gdy po prostu nie wypadało w nim być człowiekiem złych czynów albo nawet więcej: nie wypadało być w nim niemiłym. Właśnie przez to odsłaniała się głęboka natura piękna, delikatny sposób przyciągania przez nie ludzi. Co nie świadczy oczywiście o totalnej bezgrzeszności członków ?Solidarności?, o czym po latach wiemy o wiele więcej i dokładniej. Takie chwile piękna powtórzyły się  i po śmierci papieża, i po 8.41, 10 kwietnia, na Krakowskim Przedmieściu. Polska, o jakiej wielu marzy, jakiej szuka, Polska według ?zaklęć? Wojtyły, Wyszyńskiego, Popiełuszki to przede wszystkim: Polska piękna?cdn. (?). Nietrudno się też domyslić, że ta cała dotychczasowa logika wywodu opiera sie na starożytnej triadzie, na jedności prawdy, dobra i właśnie piękna, którą to jedność – według chrześcijaństwa – doskonale wypełnił sam Zbawiciel

czytaj więcej »

Post

„Służew” nadaje…

W czasach narzekań, jęczeń czy wręcz wynudzonych jeremiad na poziom kaznodziejstwa/homiletyki w polskich kościołach (jak bardzo się z tym  zgadzam  ? pozostanie sekretem) znalazłem mały skarb w Sieci. Byłoby egoizmem duchowym  pozostawienie wiedzy o nim dla siebie; bez dalszego rozpuszczenia wici (starodawny kontekst wojenny świadomie wprowadzony). Otóż na internetowej stronie parafii braci dominikanów ze Służewia, po jej lewej stronie, nie jaśniał, nie błyszczał, a tylko był sobie – mały odnośnik: ?Nagrania?; teraz go chyba bardziej wy-front-owali. Kliknąłem i oto oczom ?dewota? ukazało się bardzo wiele ?narzędzi? pomocnych w ?ćwiczeniach? duszy. Wyjątkowość owego działu polega  jednak na tym, że jest jest on porządkowany i? właśnie regularnie aktualizowany (co decyduje o jego wyjątkowości).

I uwaga, ludzie żyjących ?pod reżimem? systemu iOS giganta Apple, czyli posiadacze wszelakich ?Jaboli?.  Dział ten jest dostępny z poziomu iPadów, iPhonów. Trzeba tylko przytrzymać dłużej palec ?dewota? na ikonce ?play?, poczekać na wyświetlenie się  ?drzewka opcji?, a potem nacisnąć polecenie: ?otwórz na nowej stronie? . Następnie jedziesz sobie autobusem i powoli dochodzi do Ciebie, że rzeczywiście  – ?the Sky has no limit? (zresztą, z obsługą Androidów jest podobnie). O ?Jabolach? wspominam wyraźnie, by ich posiadacze, przy pierwszych trudnościach z obsługą strony, nie pomyśleli sobie, że dostępu do jej zawartości broni ?nielubiany? przez Jobsa Flash i nic tu po nas.

czytaj więcej »

Post

Po godzinie „W” – o „człowieku wewnętrznym”

Wstałem nie tak rano w niedzielę, radio puściłem sobie i kawę zacząłem przyrządzać. Stoję nad kafetierą, stoję, aż nagle… wyrzuciłem w stronę radia: ?Co to jest!?? Okazało się, że ciśnienie poranne podniosło mi nie, pełne płynu, ?czarne złoto?, a kazanie z Mszy św. niedzielnej; tzn. wpierw usłyszałem te okrągłe, pełne patosu zdania o pracy policji, bo na tej transmitowanej Mszy św. celebrowano właśnie Święto Policji. Zacząłem się przysłuchiwać uważniej, bo chciałem wyłapać wreszcie w słowach kaznodziei jakąś wzmiankę o sprawach Bożych, o Chrystusie, Ewangelii? Udało się, z trudem.

Jestem z rodzicielką w budowanej długo już świątyni, albo raczej w jej podziemiu, gdzie Ołtarz Ofiarny otaczają kręgiem zebrani uczestnicy. Niby to nie powinno dziwić, osiedle pełne młodych małżeństw, więc małe dzieci na Mszach św. nie tylko im dedykowanych, to widok raczej normalny w tamtym rejonie. Ale to, co zobaczyłem ? przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wrzaski, krzyki, płacze; nie tylko tej czwórki maleństw chrzczonych. Wózki, grzechotki, tulenie głosem, ?syknięcia? rodziców, nawet rowerek w ruchu się znalazł. Kapłan z trudem przebija się ze słowami najbardziej świętymi przez tę kakofonię życia. Potem na koniec próbuje całkiem zgrabnie wyjaśnić osobom bez potomstwa stojącym zaistniałą sytuację. Mówi ?teorią? rozproszeń, nieraz nieuniknionych podczas modlitwy, choć niektórzy, szczerze udręczeni tą godziną wrzasku, zdają się z dystansem odnosić do jego spostrzeżeń. Można rzeczywiście wieloma względami ten ?obrazek? usprawiedliwiać, a jednak kołacze się w głowie pytanie: czy tak powinno być, czy powinno być zupełnie inaczej i do tego właśnie należy dążyć? Czy nie o tym wpierw należy wspomina? Reszta to sprawy ?techniczne?.

Kościół Benedyktynek Sakramentek na Nowym Mieście. Skryci przed upałem, w chłodzie klasycystycznej beli, odpoczywamy w cieniu słów kaznodziei o Bogu i Zbawicielu. Po Eucharystii jakaś młoda dziewczyna do młodego chłopaka rzuca krótko, wychodząc z kościoła: ?Jakoś tak się bardzo wyciszyłam??. Wedle statystyk przypisać by ich pewnie należało w tę niedzielę do kategorii ?dominicantes?, tj. uczęszczających do kościoła, ale nie przystępujących do św. Komunii. Zapamiętałem ich, bo stali koło mnie cały czas i ?przepraszałem? ich w drodze do tejże św. Komunii.

Czas na całkiem ?subiektywną?, jak najbardziej ?generalizującą?, puentę w tym dniu pierwszego sierpnia roku 2012. Całkiem zatem usprawiedliwioną w swym patosie. Wydaje się, że dzisiaj tej Ojczyźnie zwanej Polską, i wszystkim ją zamieszkującym ?ludziom dobrej woli?, najbardziej trzeba wpierw, przede wszystkim?. Boga i ciszy. Albo jeszcze krócej: Ciszy. Wszystkie odłamy polskiego katolicyzmu, również ten ?toruński? i ?łagiewnicki?, mają z Nią problemy. I też właśnie krótko po godzinie ?W? odważę się na ?mój? zarzut wobec polskiego katolicyzmu. Wydaję się, że jego największą porażką w tym ostatnim dwudziestoleciu jest to, że nie kojarzy się on ludziom, szczególnie ?młodym?, właśnie z Ciszą. To w niej dopiero może się narodzić ?człowiek wewnętrzny?, o którego dopominał się Jan Paweł II we Włocławku, mówiąc o ks. Popiełuszce. Czyli taki, który zdoła ?ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę?, jak twierdził św. Paweł Apostoł.

Uwidacznia się zatem egzystencjalny ?ciąg logiczny?: Cisza, ?człowiek wewnętrzny?, patriota, obywatel. W tej, nie innej kolejności. Co może niektórych dziwić pierwszego sierpnia 2012 roku.

P.S. Jan Paweł II o „człowieku wewnętrznym” we Włocławku:

http://kspopieluszko.blogspot.com/2010/10/jan-pawe-ii-o-ks-jerzym-3.html