Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X
foto

Zachód słońca w Tyńcu

Niektórzy powiadają, że są miejsca, gdzie bardziej lub mniej „się czuje” Boga. Tak na przykład – dowodzą – w Moskwie o wiele mniej „się czuje” Boga niż w Warszawie, w niej mniej niż w Krakowie, a w nim mniej niż w Łagiewnikach. Z tymi ostatnimi w ?zawody? może stawać chyba Tyniec, gdzie słońca zachód staraliśmy się uchwycić. Ostatnio kolega Kryfman, który rozkokosił się nam po świecie, chwalił sobie smak truskawek z Milanówka w polewie lodowej, choć przecież żadne truskawki, które skosztuje się w Milanówku, nie mogą się równać z Tyńcem o zachodzie słońca. Przypominamy, że w zanadrzu mamy więcej foto-relacji z Tyńca jeszcze przed sobą…

AO_2012_00041.jpg

(Tyniec, czerwiec 2013,fot. AO; w razie potrzeby kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)

foto

Krakowski przebłysk „katolicki”

AO_2012_00006-2.jpg

(Bazylika św. Franciszka w Krakowie; fot AO czerwiec 2013; aby powiększyć kliknij na zdjęcie)

video

„Święty” – jak The Verve

Może dojdzie do tego, że kiedyś na tym blogu pojawi się ?twarda? wiedza dogmatyczna, może podamy kiedyś ostrą czarną, teologiczną kawę na ławę, w której uwidoczni się jasno to, czego naucza Kościół. Zanim tak się jednak stanie, zdamy się na pewien ?catho-feeling? świata, rzeczywistości, egzystencji. Szkicowany częstokroć obrazem filmowym, teledyskiem, niedopowiedzeniem, daleką sugestią; po to by bardziej poczuć to, jak się żyje, wierząc… Na tym ma zatem polegać kategoria ?internal? owego blogu, na różnokolorowym widzeniu świata według wrażliwości ?dewota?.

Chociaż zacznę dosyć przewrotnie, bo oto ilekroć słucham, oglądam ?Bitter Sweet Symphony? w wykonaniu The Verve, tylekroć myślę sobie o znanej frazie: ?Trzeba słuchać bardziej Boga niż ludzi?, pochodzącej od św. Piotra. Jednak jej literalne stosowanie może niekiedy doprowadzić do sytuacji śmiesznych, innym razem gorszących, a wręcz i groźnych; coś jak na obrazie poniższym. Tak zatem owszem, „trzeba Boga słuchać bardziej niż ludzi”, jednak pamietając przy tym o bardzo ważnej cnocie roztropności. I trzeba być ?trochę? też pewnym tego, co mówi do nas Pan. Mówiąc inaczej; trzeba być wiernym wskazaniu Mistrza z Nazaretu: ?Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie. Miejcie się na baczności przed ludźmi!?. Pomyśleć, że tak nauczał ten tak bardzo „słodziutki” dla wielu Jezus.

Hmm… miał być „catho-feeling”, a ja ciągle tutaj: „trzeba”, „trzeba”, „trzeba” sypię z rękawa. To chyba moja pierwsza porażka w kategorii „internal”.

Tu zatem The Verve:

A tu szerzej o cnocie roztropności, o której szczególnie winien pamiętać katolik pracujący w wielu miejscach świata, w tym i w polityce.

http://www.katolik.pl/roztropnosc-i-jej-rola-w-zyciu-religijno-moralnym,687,416,cz.html

foto

Przed globalną Adoracją…

Tak zatem dzisiaj coś na kształt godziny „W” w Katolandzie – globalna Adoracja Najświętszego Sakramentu w łączności z Ojcem Świętym, Franciszkiem, o godz. 17.00.  Małe foto-intro do tego wydarzenia, ze Mszy św. o uzdrowienie u dominikanów na warszawskim Służewiu. Może nie bywa tam tak cicho, jak to lubimy „Poza Matrixem”, ale szczerze wszystkim polecamy to wydarzenie, co trzecią niedzielę miesiąca, o godzinie 14.00 (więcej informacji: szukaj na stronach klasztoru w razie czego).

AO_2012_00008.jpg

(fot. AO, 2013, w razie czego kliknij na foto, aby powiększyć)

Post

Święto Konstytucji „Poza Matrixem”

Dla jakiegolwiek człowieka chcącego żyć ?Poza Matrixem? dzisiejsze święto Bożego Ciała, to coś jak Święto Niepodległości dla obywatela czującego się Polakiem. W Katolandzie słynna jest fraza apostoła Pawła o tym, że jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest nasza wiara. To właśnie dzisiaj katolik może ją aktualizować w ten sposób, że daremna jest jego wiara, jeśli ten opłatek chleba, to jednak nie Bóg… Tak też i dzisiaj odsłania się przed pielgrzymem szukającym nadziei jądro wiary Kościoła; dla wielu niezrozumiałe, śmieszne, wołające o rechot wykształconych neopogan. Podobny do tego, z którym zderzył się Jezus Pan, co też poświadczają karty Ewangelii.

?Poza Matrixem? już prawie dwa lat temu odważyliśmy się wypowiedzieć intuicję, że Kościól przyszłości będzie Kościołem Adoracji, jeśli będzie miał przetrwać. Kościołem przede wszystkim Piękna i Ciszy. Ale wtedy stanie sie też na pewno i znakiem, któremu sprzeciwi się świat. Dający przemoc, wrzask, niewierność i zmienność, miast tego, co daje Kościół: miłość, ciszę, wierność i niezmienność, a co wpisane jest ?immanentnie? właśnie w akt Adoracji Najświętszego Sakramentu. Trudno o bardziej delikatne, a zarazem radykalne, świadectwo wiary dzisiaj bez konieczności męczeństwa. Dawane z mocą zarówno wobec fanatyków różnorakiego scjentyzmu, kołyszących sie w bólu i niezdecydowaniu agnostyków, jak też  wobec muzułmanów czy Żydów.

Kiedy się obserwuje treść pontyfikatu BXVI, zapowiedż globalnej Adoracji całego Kościoła w jedności Ciszy i czasu z obecnym, a tak aktywistycznym przecież papieżem, jakim jawi się na pierwszy rzut oka Franciszek, to z ulgą się stwierdza, że Katoland zaczyna na poważnie doceniać Adorację. Ale z jednym jednak zastrzeżeniem: że dopiero teraz ?zaczyna? tak czynić, pozostając nadal religią bardzo przegadaną. Co w jakimś sensie śmieszy wobec ogromu Tajemnicy dzisiejszego święta, co w jakimś sensie też i smuci, kiedy widzi się, jak współczesny, a zmęczony bardzo, człowiek pragnie scalić swoje ?ja? w ciszy serca, bez ciągłego mielenia umysłu.

Wszystko to, o czym powyżej piszemy, nie znosi wagi i sensu tego, co czynią ludzie Kościoła poza tą przestrzenią Piękna i Ciszy; w swojej działalności prywatnej, zawodowej, publicznej czy nawet politycznej. Doświadczenie jednak uczy, że zanim człowiek wierzący taką działalność podejmie, winien się siebie sam na poważnie zapytać: z czym do ludzi?

A tak bardziej globalnie? Wszystkie te wspomniane aktywności są jak najbardziej potrzebne. Owszem. Ale tak szczerze? To chyba mamy zbyt mało czasu, by liczyć na to, że przy pomocy tylko tych środków damy odpór nacierającemu zewsząd złu. Dla każdego człowieka ?Poza Matrixem? jedno jest raczej pewne. Pozostaje nam czekać w ciszy przed Panem, obecnym ? według wiary Kościoła ? w swoim Ciele i w swojej Krwi. I błagać o ocalenie, nawet tylko milcząc, o ?miłosierdzie dla nas i całego świata?. Tylko przyznajmy: dużo odwagi trzeba znaleźć w sobie, by tak czekać.

Można wobec tego nacierającego zła przyjąć też strategię całkiem odmienną, całkiem ?spokojną?. Można usiąść na kanapie, zapalić fajkę, pocieszając się, że wszystko przecież i tak zmierza do szczęśliwego Finału, więc nie ma co wszczynać ?wojen? ze światem. Można też uciec na drugi brzeg Wisły, oglądając z oddalenia dogasające Powstanie Katolandu, i się ?pocieszać?, że Mesjasz kiedyś wreszcie przyjdzie i ?posprząta? to wszystko. W obu tych strategiach razi brak wrażliwości na realne cierpienie konkretnego bliźniego i jakaś pewność, która domaga się ? według piszącego ? teologicznego, a bardziej powszechnego, jednak namysłu na temat: czy Paruzja to Wydarzenie niezależne zupełnie od współpracy Kościoła z Łaską Boga, czy też jednak jakoś zależne od tej współpracy. Bo wtedy trzeba wstać i z tej kanapy, i wrócić z tego drugiego brzegu…

I na koniec – zamiast słów tylko..

Post

„Orzeł może”, czyli kosiarz trawników

Do akcji ?Orzeł może? można też oczywiście podejść na sposób bardziej groteskowy niż patriotyczny. Szwagier szukał wsparcia w konkursie na kosiarkę, który ogłosiła wielka sieć handlowa. Polegał on na tym, by napisać krótki tekst na temat: ?Twój sposób na idealny trawnik?. Nie mając bladego pojęcia o sztuce pielęgnacji trawników, Szwagrowi wsparcia udzieliłem, obsadzając go jeszcze jako główego bohatera tekstu. ?Efekty? ? poniżej:

Po całym tygodniu pracy, po wyrobionych 100 godzinach harówki lekarza, wróciłem do domu. Rześki, lekki, wypoczęty. Dziwicie się? Ja bym się nie dziwił, szczególnie po ostatniej akcji ?patriotycznej? ? ?Orzeł może?. Jeżeli on może, to mogę i ja. Bo przecież ?orzeł, to ja, to ja, to ja? ? nuciłem sobie pod nosem. Ubrawszy się w szary, roboczy kombinezon, noszony przez mego dziada, pradziada, wyszedłem z naszej posesji, zamieszakiwanej kiedyś przez dziada, pradziada, i stanąłem przed trawnikiem, po którym mój dziad i pradziad też chodzili. Stanąłem z mocnym postanowieniem, że nim ma żona z synem wrócą z zakupów, ja trawnik skoszę. Czyn ten ofiarując mojej ?drugiej połówce? jako prezent na dziesiątą rocznicę ślubu. ?Ale jak to uczynić, nie mając kosiarki?? ? zapytacie pewnie. Pamiętajmy, że jeśli ?Orzeł może?, to mogę i ja…

Wpierw porzucałem się po całym trawniku, całym sobą, na plecy, w stylu jakby zapaśniczym. Celem spulchnienia i wyrównania gleby. Potem wyturłałem się po nim znowu całym, jak nasz szczeniak po pokojowym dywanie. Bo ten mój kombinezon cechują dziwne właściwości elektrostatyczne. Co nim przejedziesz po trawie, to ona dęba staje. Mając już wszelkie zielone włosie ustawione w trybie na sztorc, pobiegłem do pokoju syna. Wróciłem na trawnik z jego helikopterem zdalnie sterowanym w ręku, zapuściłem silnik, a wirnik skierowałem do dołu, w kierunku ziemi. I równiuteńkim lotem koszącym, jakbym miał jaki dalmierz laserowy w oku, odpowiednio krótko trawnik skosiłem. Po dwóch kwadransach dzieło było skończone, to znaczy prezent był gotowy do odbioru. A nie mówiłem? ?Orzeł może?…

– Jak w godzinę nie zrobisz trawnika, to nie będzie żadnej majówki!!! ? wybudziła mnie ze snu głębokiego jak ocean moja żona, cała piękna w swej złości, w swych papilotach.

Podszedłem do okna. Trawnik jak był wczoraj zapuszczony, tak był i dzisiaj zapuszczony. Są więc koszmary senne, ale też i marzenia senne. I powiem Wam, że chyba już lepiej przeżywać koszmary… Bo też jak skosić trawnik, nie mając kosiarki?

 

foto

?Przeminęło z wiatrem…?

Biorąc pod uwagę nadchodzące temperatury, pomyślałem przez chwilę nieco złośliwie: jeszcze zatęsknicie za szczyptą zimy… kolego Kryfman także i Wy (wiślany brzeg krakowski; zima 2012; foto AO, aby powiększyć kliknij).

 

DSC01553.jpg

Post

Baloniki i samolot

Polaku ??optymisto? drugiego maja. Zanim uniesiesz się do nieba na tych balonikach. Uciekając przed zderzeniem z polskimi szpitalami, sądami, kolejami, drogami. Bo przecież i Ty chodzisz po tej samej, co my ziemi. Zanim przerobisz ten ?mesjanizm i męczeństwo” na słodycz czekolady, a biało-czerwoną na ?radosny? róż. Czemu nie ma się, co dziwić, kiedy ta flaga dla Ciebie tak znaczona ?antysemityzmem”, ?bezsensem powstań” i ?posępnym, smoleńskim ludem”.

Zanim zadekretujesz pałką opinii, siłą instytucji uśmiech i okrzyk, że Polska poczęła się dopiero ?4 czerwca” i stoi sprawiedliwością, sukcesem, a kto ?przeciw?, ten czyni ?rokosz!?. Bo przecież wiemy, że historię piszą silniejsi. Zanim zatkasz uszy, zamkniesz oczy na ludzi, których niszczą ludzie tego państwa i ci, którzy za nimi stoją. Bo przecież mamy ?demokrację?, ?wolne media?, mogą do nich się zgłosić, czyli „jest super, jest super, więc o co ci chodzi??” Tak zatem zanim odlecisz jednak z tej ziemi, z jej historii i losu, w oparach wiary w tego ?orła, co może” wszystko, pomyśl choćby przez chwilę: ten wrak tam ciągle leży? Może uratujesz ?zdrowy rozsądek” przed wystrzeleniem w kosmiczną próżnię. Żaden lot balonikiem różowym, który pęknie jak bańka mydlana przy pierwszym pocie i trudzie, nie wzbudzi wołania, które polski pejzaż przemieni. Raczej już to proste i długie spojrzenie na ten samolot. Spojrzenie, które uwięzi w cichym zobowiązaniu.

10 kwietnia gromadzili się ludzie na Krakowskim Przedmieściu, w krainie już poza ?Trzecią?, ale też i poza ?Czwartą RP?. Mimo bólu, szukając nadziei na to, co nowe i wspólne. Ale Ty tego nie widzisz lub widzieć nie chcesz. Trzeba przyznać, że ?dzielnie? próbowałeś odbić to Krakowskie Przedmieście z rąk „ludu smoleńskiego”, różowym marszem i białym ptakiem. Ale spokojnie, ten krzyż tam stał, stoi i stać będzie. Przez to, że wyrósł w takim dniu ze smoleńskiego drzewa, ludzi połączył, ale też i o niego rozbiły się: kult ?wybierzmy przyszłość i Europę?, moralna nieprzejrzystość tych ostatnich dwudziestu lat. Wywiedzione z niej niesprawiedliwość i prawdy ?przetwarzanie?, a także?(tu już niech sobie każdy sam resztę dopisze). Rozbiły się bez wpływu jakiejkolwiek przemocy; czy to w słowie, czy to w czynie.

I tylko przez wzgląd na tych cukierników, którzy wiele serca włożyli w tego czekoladowego ptaka, dalej nie będziemy się już nad nim pastwić…

 

Post

Przerwa majowa

Nawet najbardziej aktywny „dewot” w pewnym momencie odstawia różaniec i…

foto

?Bogurodzica? ? 2013: epilog

Niezależnie od tego, czy ludzie śpiewali ?Bogurodzico?, czy śpiewają: ?Matko, która nas znasz…?, to jednak prosili i proszą… Przez tę zależność potwierdzają swą słabość, w nas jakoś ciągle obecną, która jednak w jakimś sensie jest też ?błogosławiona?, bo daje wiarę w Moc nie z tej ziemi. Zanosić błagania poza siebie, poza ludzi nam dostępnych, mimo tylu szyfrów niewiary, w jakich więzi nas współczesny – szczególnie zachodni –  świat. To wydaje się dziś cudem prawdziwym. ?Proszę, więc jestem? – chciałoby się powiedzieć. I czasem prośby się rzeczywiście spełniają, według scenariuszy, które trudno pojąć chłodnym okiem (w razie potrzeby kliknij foto, aby powiększyć).

AO_2012_00006-6.jpg