Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X
Post

?Oko w Oko?… z Bogiem

AO_2012_00004-5.jpg

Tak zatem wedug artykułów naszej wiary umarł, zmartwychwstał, ukazywał się, a potem wniebowstąpił. Powiedział jednak, że pożyteczne jest Jego odejście od nas i patrząc na ten opłatek chleba, człowiek rozumie to lepiej ? że przez swą sakramentalną Obecność może być tak blisko, tak Ciałem i Krwią wśród tylu ludzi, jakby nie mógł być za czasów swej bezpośredniej, fizycznej obecności w Palestynie. Pozostaje jeszcze jedna kwestia ? uwierzyć w to, a potem sobie w razie czego z tą wiarą poradzić; no bo jakoś tak dziwnie uświadomić sobie na poważnie, że tak naprawdę żyje się i grzeszy w tak bliskiej Obecności; a wszystko to, co dobre i kochane ma w niej swój początek.

Jednak jak uwierzyć, kiedy już dawno Reformacja poczęła czynić ?dekonstrukcję? Tradycji Kościoła, zostawiając nas samych z Biblią? Przyszli jednak potem współcześni egzegeci biblijni i zaczęli przy tym Piśmie dłubać na poważnie, a wielu po tym dłubaniu już z tej Biblii dużo nie zostało, czemu ostatnio dzielnie przeciwstawiał się sam Benedykt XVI. Trudno ustalić dokładnie, co też im się w sercach wówczas kłębiło, ale potem przyszli współcześni psycholodzy, psychoterapeuci, psychiatrzy i wielu z nich orzekło, że to, co w sercu ludziom wiary i niewiary się kłębi, to raczej zdecydowanie ani Bóg, ani szatan, a w ogóle to cóż to jest owo ?serce?, ?dusza?, kiedy lepiej mówić o ?moich emocjach?, o moim ?ja?. Temu z kolei, z różnym trzeba przyznać skutkiem, próbują się przeciwstawiać inni dzielni ludzie, wyznając dawno już sformułowaną zasadę, że jednak ?Łaska buduje na naturze?, a branie np. leków na ?psyche? wspomagać może realny postęp w życiu duchowym i modlitewnym. Sumując: włożono dużo profesjonalnego wysiłku w to, aby zabrać nam wiarę w tę Miłość, co to nie ma ani końca, ani początku.

Można zjeść tysiąc kotletów, zrobić tysiąc ?Dziedzińców Pogan?, tysiąc paneli ?o dialogu?, przegadać godziny o Bogu, Kościele i świecie, o tajemnicach nauki, filozofii etc. I prawie zawsze dojdzie się do pytania o Pierwszą Przyczynę świata, czyli według ludzi wiary o tę właśnie Miłość. Tylko jak ogarnąć w sobie tę logiczną trwogę, która wraz z pytaniem o Pierwszą Przyczynę przeszywa na wskroś człowieka? Doświadczenie podpowiada, że ogarnia się ją właśnie w sercu, że istnieje jakaś utajona koniunkcja między treściami, myślami naszego umysłu a sercem, które czuje, ogarnia to, czemu głowa nie daje rady, jak np. wierze w realną Obecność Zbawiciela pod postacią chleba i wina. Doświadczenie jednak też podpowiada, że trzeba wielu godzin spędzonych przed tym Najświętszym Sakramentem, by sobie pewne rzeczy w głowie i sercu zacząć układać. I jeszcze to zachować, ocalić; tym bardziej kiedy życie nie staje się zupełnie i od razu takie proste jak drut, a bezbolesne jak mur. Choć też umysł może wydatnie pomóc w naszych wyborach, jeśli przykładowo wyobrazi sobie życie według ?narracji? Wojtyły Karola a ?Wyborczej Gazety? (bo że ta ma swą dominującą ?narrację?, to raczej nie ma wątpliwości). I też raczej nie ma ich, kiedy człowiek właśnie zamknie oczy i sobie pomyśli życie według obu tych ?narracji?, nie ma wahań, gdzie wcisnąć ?to lubię!?.

Ale nasze rozważania mają też i wymiar bardziej powszechny. Bo też wydaje się, że aby dzisiaj pozostać katolikiem, trzeba sobie odpowiedzieć pozytywnie przynajmniej na trzy pytania: o istnienie Boga, o Jezusa z Nazaretu i o Eucharystię, której pamiątką jest ta Najświętsza Hostia powyżej. Z całym szacunkiem dla nowej linii franciszkańskiej w Kościele, bardzo oczywiście potrzebnej, chociaż niekiedy wzmacnianej do granic groteski przez media, tak też z całym szacunkiem, ale jeśli ludzie nie uwierzą na masową skalę, że ów Opłatek to jednak… Bóg, to raczej ani do Kościoła nie wrócą na dobre, ani w nim nie zostaną na dłużej, choćby nie wiadomo ile pałaców biskupi opuścili lub też sprzedali.

Dla czytającego zaś stanie sie teraz może bardziej jasne, dlaczego promowanie Adoracji Najświętszego Sakramentu, a wraz z nią idei Ludzi Ciszy (o której już kiedyś była mowa), to chyba właściwy sens powstania tego bloga. Wszystko inne, co – jeśli w ogóle – wydarzy się ?Poza Matrixem?, będzie do tego zadania jedynie przypisem, a samo ono narzuca piszącemu pewne też i ograniczenia, np. w zakresie krytykanckiego używania sobie na świat i na Kościół.

Położyć swe życie na tym Opłatku… To chodzić po kruchym lodzie czy też po skale? Chyba każdy dzisiaj sam musi sobie udzielić odpowiedzi na to pytanie.

Leave a comment  

name*

email*

website

Submit comment