Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X
Post

Poszukiwany – „cato” Jack Bauer

Niedawno na Areopagu21, Pani Elżbieta Konderak, zauważyła, że problem odchodzących księży da się definiować jako strukturalny, jako wpisany w instytucje eklazjalne. Spróbuję się odnieść do tego spostrzeżenia na sposób filmowego exemplum, i to spróbuje z humorem. Tak też czego w systemie całego Katolandu brakuje ? Wzoru na miarę agenta CTU, Jacka Bauera, bohatera ?24?, serialu, który dobił bodajże do ośmiu sezonów, który bardzo poważnych ludzi śmieszy, a meżczyzn, cały czas chłopcem podszytych, po cichu pasjonuje. Ale znowu – zaraz, zaraz… Czy Jack jest tak śmieszny, jak go malują albo jak go malował przynajmniej mój bliski kumpel?

Rzeczywiście, Jack robi wiele nadzwyczajnych rzeczy, a przez to budzących grymas politowania na twarzy zimnych realistów. Chociaż, gdyby zabawić się w ?Jackologa?, po długich, żmudnych studiach, nasiadówkach w bibliotekach i przed ?kompem? moglibyśmy stwierdzić, że scenarzyści nie nafaszerowali tyloma nonsensami przygód Jacka, ile na pierwszy rzut oka cynik współczesny wyłapuje. A zresztą… Może Jack przeżyć niedaleki wybuch małej bomby nuklearnej, atak biologiczny blisko siebie, przesłuchanie prądem wysokiego napięcia? Może, bo Jack?kocha i walczy, a dla takich wiele jest możliwe, o wiele więcej niż dla mężczyzn znudzonych i gnuśnych.

Kiedyś pewien znany kaznodzieja udanie próbował usprawiedliwić w Biblii obecność tzw. ?psalmów złorzeczących?, w których ?bohater liryczny? prosi Boga, a propos swoich licznych przeciwników, wrogów, mniej więcej tak: ?dokop im Panie?, ?rozwal ich Panie? , ?pozgniataj ich Panie?. Przekonywał, aby czytać te pieśni jako historię walki z własnym grzechem i słabością, a wtedy te zawołania odsłonią, przed zgorszonymi ich treścią, nowe, dramatyczne, egzystencjalne znaczenie. I tak otrzymujemy klucz interpretacyjny dla przygód Jacka. Bo gdy podobnie, jak to radził kaznodzieja, spojrzymy na wrogów agenta CTU, na tych wszystkich przebrzydłych spiskowców, terrorystów, których wypala on ogniem, żelazem ? w przenośni, a nieraz i dosłownie ? to objawi nam się Bauer (tak, tak, nie inaczej) jako chrześcijanin prawie doskonały. Wtedy 24 przeczytamy nie jako kolejną sensacyjną fabułę, ale jako historię wewnętrznego zmagania człowieka walczącego też o drugiego, jako istnienie jednostki, której życie sypie się nieraz w rękach, a która jednak chce dobrze, ciągle dobrze? Bo wyjątkowość Bauera na tle innych herosów filmowych polega także na tym, że nie ma w nim ani grama tej śmiesznej, wywiedzionej z ducha egzystencjalistów, własnej, resztkowej dumy, a zarazem pogardy dla świata całego; co na polskim podwórku w sposób groteskowy wcielali tylekroć bohaterowie Pasikowskiego. W odróżnieniu od nich Jack nieustannie szuka sensu swego istnienia w świecie, który rozpada się na jego oczach, a który chce tak bardzo uratować. Tak, w przygodach Jacka prześwituje starodawne, zapomniane słowo poświęcenie; przekonujące widza o tym, że czasem smak życia kosztuje się poprzez jego utratę. Co więcej – Jack wie, i świadomość ta jest dla niego nieraz bolesna, kiedy to zawiódł innych na całej linii, chociaż chyba częściej się zdarza, że to ci inni go zawodzą, nawet najbliźsi.

Kiedy w Katolandii przeżywaliśmy ?Rok Kapłański?, patronował mu dobrotliwy, spokojny, niezbyt oczytany, a jednak heroicznie wierny, swoim ?prostym? obowiązkom stanu, Jan Maria Vianney, żyjący w niełatwych czasach Rewolucji Francuskiej. Gdy czyta się jego krótkie info, można ulec zwiedzaniu przez mało sensacyjny opis losów. Z trudem uczył się na księdza, potem siedział w swojej parafii i do bólu spowiadał, Komunię św. rozdawał. Dopiero ustęp o demonicznych nękaniach pozwala podejrzewać, że w wewnętrznym życiu mało wykształconego kapłana spełniała się czasem historia walki rodem z 24. Kto zresztą ?zakosztował? tego, co w chrześcijańskiej teorii zwie się ?walką duchową?, ten wie, że reguły tego boju bardziej przystają do poetyki istnienia agenta wywiadu niż rycerza na miarę Zawiszy Czarnego czy jakiegoś tam innego zbrojnego herosa. Zbyt wiele zeznań ludzi pobożnych dowodzi, że walki tej nie prowadzi się z hałasem godnym husarii ciężkozbrojnej, ale wiedzie się ją niejako po cichu, niewidocznie, załatwiając nieraz przy tym w garniturze rzeczy jak najbardziej banalne, szare?

I też przesadą byłoby twierdzić, że zawsze walczy się tak do krwi. Uczą nas w Kościele, że zawsze to trzeba być wiernym tej Miłości, której szukamy, tylko że czasem ta wierność kosztuje mniej, a czasem o wiele więcej. Wpierw jednak trzeba być przekonanym, że taka Miłość w ogóle istnieje. Tak to ostatecznie lądujemy w Roku Wiary, której to brak zżera od środka Katolandię ? jak rdza –  najbardziej? Choć przecież trudno tę wiarę w duszy tak sobie na żądanie wyklepać. No, ale był przecież – Vianney.

 

Leave a comment  

name*

email*

website

Submit comment