Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X
Post

Neo – bez wsparcia dominikanów?

Zgodnie z wcześniejszą obietnicą, ?udrapowani? na wiedźmę z ?Makbeta?, w rękawiczkach chirurgicznych ? ściągniętych jakby z Lekarzy TVN-u, włożymy teraz łyżkę dziegciu do dominikańskiej beczki miodu, którego laliśmy bodajże całkiem sporo we wcześniejszych wpisach. Chwaliliśmy w nich braci między innym za to, że udało nam się znaleźć porządkowany, uzupełniany regularnie zapis dźwiękowy kazań z dominikańskiej parafii warszawskiej (zob. wpis Służew ?nadaje??). Problem jednak powstaje zawsze wtedy, kiedy kogoś chwali się za ?oczywistą oczywistość?. W czym rzecz, w czym zarzut?? Wpierw proszę przeskanować inne strony klasztorów dominikańskich w Polsce (nie znalazłem na nich drugiego tak szerokiego, a przy tym tak regularnie aktualizowanego – co najważniejsze – działu ?Nagrania?).  Potem, proszę czytać dalej?

Podstawowym  ?charyzmatem? (bardziej świecko mówiąc: zadaniem ) Zakonu Kaznodziejskiego jest głoszenie prawdy o Zbawicielu wszystkim i wszędzie – na całej kuli ziemskiej. Dobitnie to wyraża motyw przewodni ostatniego pisma kleryków dominikańskich, ?Teofil?,  streszczony w zawołaniu: ?Klasztorem kaznodziei jest cały świat?. W nim to właśnie uczeń św. Dominika ma się dzielić z innymi swoimi ?owocami kontemplacji? Boga. Pozostawię w niedomówieniu teraz problem owej ?kontemplacji?, tego czy jest jej dosyć, bo to już wewnętrzna sprawa owej ?formacji? zakonnej, znanej mi jednak za mało na jakiekolwiek oceny w tym względzie. Natomiast w świetle tego, o czym dalej będzie mowa, widać chyba problem albo z rozumieniem słowa ?świat?, albo trzeba by zaśpiewać polskim braciom stary przebój Garbage z Bonda: ?The world is not enough? .

Wiadomo bowiem (trudno, wypowiedzmy jednak ten banał), że świat dzisiaj poszerzył nam się niebywale o wymiar cyfrowy, ?netowy?, który wchłania media wcześniej powstałe i je ?kanibalizuje? lub przeformułowuje, przydając przy tym nowych możliwości. Zarazem też w jakimś sensie ?kanibalizuje? i przeprogramowuje ludzkie myślenie, może i świadomość na głębszych poziomach, wpływając pośrednio na ludzkie? – tak, tak, odważę się to też powiedzieć ?  serce, przez które ostatecznie (jak podpowiada intuicja) rozpoznaje się Bożą obecność. Myśląc zatem czasem krótko o tych sprawach, nieraz mnie dziwiło, dlaczego to świat dominikański jest mało obecny w wirtualno-medialnej przestrzeni Polski współczesnej, biorąc pod uwagę szczególnie to, jakiż to złożono w nim właśnie ?charyzmat?.  I uzależnia swą obecność w tej przestrzeni od potrzeb, a też i widzimisię, innych ?podmiotów medialnych?. Teraz, w dobie Sieci, takie uzależnienie będzie o wiele mniej do obrony.

Mówiąc zaś o ?świecie dominikańskim?, mam oczywiście na myśli cały jego potencjał duchowy, intelektualny, naukowy, społeczny, kulturalny, który tworzą nie tylko osoby konsekrowane, duchowne, ale też pozostające w łączności z tym światem różnorakie grupy i osoby świeckie, jak np. powiększające się ostatnio szeregi ?dominikańskiej młodzieży? (info podane na mieście wraz z kawą). Mamy zatem świat, który ? zdaniem piszącego ? ma jeden z największych potencjałów pozytywnego oddziaływania w dzisiejszej Polsce, ma też swój wypracowany, szczególny ?brand?, markę w ?segmencie?- ?wykształceni, z wielkich miast?, czyli ?tam?, gdzie Kościół polski poniósł przez ostatnie dwadzieścia lat jedne z największych ?strat?. Ale od razu dodajmy zastrzeżenie: przykład Nokii, a też coraz bardziej dzisiaj i Canona, uczy, że największym zagrożeniem dla każdego ?brandu? jest zbyt dobre samopoczucie tego, który go posiada? Kończąc wymienianie owych ?aktywów?, dodajmy jeszcze do nich bazę kilkunastu ?lokali? w Polsce, zwanych potocznie klasztorami, o której np. ?chłopcy? i ?dziewczęta? z ?Krytyki Politycznej? mogą jedynie pomarzyć. I która aż się prosi o to, by została wypełniona w o wiele większym stopniu ?contentem?  refleksji na najróżniejsze tematy o wierze, kulturze, Kościele i Polsce, a też i świecie. Wsparcie medialne, które w dobie ?Netu? jest dostępne za o wiele mniejsze pieniądze niż kiedyś, mogłoby sprawić, że taki ?content? nie byłby tylko rozmawianiem sobie a muzom, ale poszedłby dalej ?w Polskę i świat właśnie (czyż odrobina patosu –  kiedykolwiek komuś zaszkodziła?). Byłby zatem ten ?content? przez to wsparcie medialne wzmacniany, ale też i sam by je wzmacniał. Oczywiście – znana to synergia.

Było nieco o ?aktywach? świata dominikańskiego, wspomnieć by należało teraz o ?popycie? na niego. Święty Dominik rozpoczął budowanie swojej rodziny zakonnej, będąc poruszony między innymi tym, jakież to wielkie żniwo zbierała herezja katarska w średniowiecznej Europie. Wydaje się, że dzisiaj ofiary (cudzysłów zupełnie niewskazany) różnorakich współczesnych herezji siedzą, czekają i nieraz szczerze cierpią przed laptopami; w tysiącach kawiarni lub bibliotekach publicznych, uniwersyteckich. Czy znajdą one ratunek podobny do tego, który udzielał ludziom oddzielonym od Kościoła św. Dominik? Tak, wiem o zwiększającej się sprzedaży miesięcznika ?W drodze?, o jego obecności na Amazonie, o blogach dominikańskich (w tym rzeczywiście dobrych ?Opowieściach z betonowego lasu?), o materiałach filmowych od wielkiego czasu w Kościele ?  np. na Adwent i Wielki Post, i o innych ?produkcjach?. A jednak ośmielę się powiedzieć: wszystko to jest kroplą w morzu potrzeb i możliwości (małe re-formatowanie frazeologizmu zamierzone). Cały dramat, i tego słowa używam jak najbardziej serio, polega na tym, że zbyt wiele z dobra, prawdy i piękna w świecie dominikańskim, a zatem i w polskim Kościele, pozostaje zupełnie niewyświetlone dla ludzi żyjących poza Kościołem, na jego progu lub też z niego właśnie uciekających. Niewyświetlone szczególnie dlatego, bo nieprzedstawione w poetyce audio-wideo, chociaż na dobry początek wystarczyłoby i samo, płynące szerokim i stałym strumieniem, ?audio?, tym bardziej że nie zawsze w Kościele wypada wszędzie wchodzić z  kamerą.

Zbliżając się do punktu kulminacyjnego naszego mieszania łyżką dziegciu, stworzymy na potrzeby tego wpisu obraz bibijno-matrixowy i powiemy, że: wszystkie znaki na Ziemi wskazują, iż jedyny Neo, jakiego z Nieba nam dano, przechadza się dzisiaj po Sieci, a ?pańskie psy? (dopuszczalne, znane tłumaczenie słowa dominicanes) jakoś za Nim nie biegną, sieci przed Nim nie rozciągają, ludzi mało dla Niego ?łowią?. Do tego stopnia, że nawet nie wiem, czy na końcu tytułu tego wpisu winien stać znak zapytania. Przekładając to na język bardziej zadaniowy, powiemy, że kaznodziejstwo w Sieci według odczytanych ?znaków czasu?, to nie jest dzisiaj dodatek do ?duszpasterskiej działalności?, a raczej jeden z jej priorytetów. Że to nie jest w wcale akademicki dylemat: napisać kolejną książkę, którą przeczyta 1500 osób, czy może czas potrzebny do tego poświęcić na ?twórczość? w Sieci, którą ?ściągnie? około 15 tys. ludzi ( i to jest raczej ostrożny szacunek).

Jeśli ktoś mi jednak zarzuci, że za dużą rolę przywiązuję do ewangelizacyjnych możliwości ?Netu?  odpowiem  ? na razie skrótowo ? że nie byłoby piszącego i całej jego ?dewocji? bez?właśnie Sieci. Trawestacja pewnego ewangelicznego zdania na: ?jeżeli nie zobaczą, to nie uwierzą? , jest chyba całkiem bezpieczna i zasadna przy wspomnieniu innego zdania: ?idźcie na cały świat?? . Bo inaczej: zostanie im to pokazane na sposób? ?Newseeka?. Dobrą puentą tego akapitu będzie chyba ?obrazek”  z zamierzonym, a ?ikonicznym?, product placement.  Najprawdopodobniej dzisiaj św. Dominik przechadzałby się po świecie z iPadem ?trzeciej generacji? pod pachą, a na szyi dyndałaby mu całkiem droga hybryda foto-video?.

Na koniec muszę wyznać, że to wspaniałe uczucie: pozwolić sobie na ?luksus krytyki zza biurka?. Ale z dwudziestoma osobami na ?Fejsie? wiele więcej nam nie pozostaje. Ciąg dalszy owej ?krytyki??  w której poddamy się ?marzeniom?, jak osiągnąć to, co wypominamy innym, nastąpi we wpisie: ?Słowo, obraz?forsa?.  Tak naprawdę , przedstawione wyżej wnioski z „analizy” dominikańskiego „dyskursu” można by odnieść szerzej  – do różnych środowisk polskiego Kościoła, wreszcie i do niego samego, co znajdzie swoje wypełnienie we wpisie o znaczącym tytule: „Ewangelizacja murowana”. Analizy „dyskursu” dominikańskiego podjęliśmy się z racji jego „charyzmatu” , a też i przez to, że po prostu chyba lepiej go znamy od innych. Aby zaś udowodnić naszą dobrą wolę, a nie krytykanckie zacietrzewienie, informujemy, że wpisu tego nie publikujemy na ?Salonie 24?. Czasem rzeczywiście o niektórych sprawach lepiej porozmawiać w trybie jakby „kato-intercomu”..

Leave a comment  

name*

email*

website

Submit comment