Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X

Archive for Kwiecień, 2013

Post

Przerwa majowa

Nawet najbardziej aktywny „dewot” w pewnym momencie odstawia różaniec i…

foto

?Bogurodzica? ? 2013: epilog

Niezależnie od tego, czy ludzie śpiewali ?Bogurodzico?, czy śpiewają: ?Matko, która nas znasz…?, to jednak prosili i proszą… Przez tę zależność potwierdzają swą słabość, w nas jakoś ciągle obecną, która jednak w jakimś sensie jest też ?błogosławiona?, bo daje wiarę w Moc nie z tej ziemi. Zanosić błagania poza siebie, poza ludzi nam dostępnych, mimo tylu szyfrów niewiary, w jakich więzi nas współczesny – szczególnie zachodni –  świat. To wydaje się dziś cudem prawdziwym. ?Proszę, więc jestem? – chciałoby się powiedzieć. I czasem prośby się rzeczywiście spełniają, według scenariuszy, które trudno pojąć chłodnym okiem (w razie potrzeby kliknij foto, aby powiększyć).

AO_2012_00006-6.jpg

foto

„Okna życia”

AO_2012_00039-2.jpg

Czasem niektóre „dzieła” domagają się odrębnego potraktowania, z jak najbardziej oszczędnym komentarzem, więc wspomnę tylko, że dłuższa foto-relacja z Tyńca za dnia, z klasztoru benedyktynów, jeszcze wciąż przed nami… (w razie potrzeby kliknij foto, aby powiększyć).

Post

?Bogurodzica? – 2013

?Matko, która nas znasz/z dziećmi Twymi bądź/na drogach nam nadzieją świeć/z Synem Twym, z nami idź? –  głosi pewna pieśń maryjna, którą ludzie głębiej zalogowani w Katolandzie poznali, słyszeli wiele razy, a to na pieszych pielgrzymkach, a to na oazowych zlotach, zazwyczaj przy akompaniamencie gitarowym. Wspominam o tej rzewnej kompozycji, według zasady luźnych skojarzeń, wspominając z kolei pewną audycję w ?lewicowo-liberalnym? radiu, podczas której to prowadzący ją jegomość zadał bardzo ?kontrowersyjne? pytanie, kto dzisiaj będzie śpiewał ?Bogurodzicę? z tymi wszystkimi staropolskimi ?zyszczy nam, spuści nam? (cytuję go tylko wedle swej ułomnej pamięci). Otóż, problem w tym, że zdaniem piszącego w kulturze polskiej nie wymyślono nic bardziej pięknego, dostojnego, odsłaniającego tajemnicę tej, która dała Boga światu, niż owy śpiewany w czasach dawnych, także i przez polskie rycerstwo, hołd dla Miriam; no, może jeszcze ?Godzinki? się dzisiaj bronią ?w starciu? z nią, ale już na pewno nie ta wspomniana na początku ?oazowa? pieśń.

Sumując: ?Bogurodzica? wydaje się miażdżyć wszystko to, co w języku polskim się współcześnie o Maryi śpiewa, swoim potencjałem artystycznym, duchowym, intelektualnym. Stopionym w jedno, w tych kilku nam znanych strofach, które do nas dotarły, a o których napisano wiele mądrych, badawczych rozpraw. W jakimś sensie to konstatacja smutna dla czasów dzisiejszych, a zarazem pełna szacunku dla naszej tradycji. Może i nasi przodkowie nie śmigali po tabletach, może i mieli większe problemy stomatologiczne, jednak w pewnych obszarach nas zdecydowanie wyprzedzali, i to nie tylko w męstwie, gotowości na przyjęcie śmierci.

Czasem odnosi się wrażenie, kiedy obserwuje się kulturę ?nowej ewangelizacji?, że piesń ta i z niej wyparowała. Tu można by zacząć ? ku uciesze braci ?tradsów? ? szerszą refleksję o tym, na ile owa kultura pod względem formy wierna jest ?hermeneutyce ciągłości? postulowanej przez Benedykta XVI, bo że na poziomie deklaratywnym wszystko tam ?ortodoksyjne?, że hej!, to raczej nie ma sporu. Kto jednak myśli, że do kultu maryjnego bardziej przekona współczesnego człowieka przy pomocy gitary niż ?Bogurodzicy?, ten chyba jednak błądzi. Przez to spostrzeżenie nie zgłaszamy akcesu do obozu „tradsów”,  a jednocześnie pozwalamy sobie zastrzec: „nowa ewangelizacja”? Tak, a i owszem, ale bez podskoków, oklasków i „wielbienia” na komendę. Bardzo prosimy…

Śpiewać dziś te „zyszczy nam, spuści nam”, to powracać do ciszy średniowiecznych świątyń, których w kraju Polan nie ma tak wiele, a w których modlili się ludzie, którzy żyli przed nami na tej ziemi. A teraz sami posłuchajmy, dreszcze przez duszę przechodzą; choć też sądzę, że dzisiaj lepiej broniłaby się wersja bardziej chorałowa niż żołnierska.

foto

10.04 – Wieża Srebrnych Dzwonów

IMG_0308

Działo się to rok temu, na przełomie lutego i marca bodajże, akurat wtedy już o wiele intensywniej czuło się w powietrzu starcie wiosny i zimy. Postanowiłem nawiedzić kryptę, mimo że byłem w niej wkrótce po tym, jak złożono Parę Prezydencką w sarkofagu, oddając jej wtedy po raz pierwszy cześć, obiecując pamięć. Wszedłem ja, a za mną rodzina z trójką dzieci, raczej rozbrykanych, i para, nie wiem, czy młoda, ale mało zgodna na początku, by tam wejść, bo to on ją do tego dyskretnie namawiał. W sumie weszli do krypty zaraz po rodzinie. I nagle wszyscy zamarliśmy w bezruchu, zapadła między nami cisza, która spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Zdziwiłem się swojej mimowolnej reakcji, bo oto nagle odnalazłem swą prawą rękę w okolicy serca, podświadomie kopiując podniosły obyczaj amerykański, dzieciaki zaś miały usta nieco otwarte, zastygłe w półsłowie, a para stała już teraz w bewzględnej zgodzie. Co kobieta potwierdziła ostatecznie, na pożegnanie dotykając ręką krawędzi sarkofagu. Chociaż też prawda domaga się tego, by wspomnieć, że wszyscy znacząco spojrzeliśmy, wchodząc do krypty, na tablicę z resztą nazwisk…

Kiedy schodziłem ze Wzgórza Wawelskiego, pomyślałem, że ta cisza przetrwa wiele i wielu; w tym i tych, którzy nie mają dla nich za grosz szacunku, ale też i tych, którzy walczą o szacunek dla nich, nie będąc do końca wiernym wskazaniu, by jednak ?zło zwyciężać dobrem?. Rzeczywiście, cisza tej krypty przetrwa wiele i wielu. Nie trzeba być wybitnym ?mesjanistą?, by podejrzewać, że to państwo zwane Polską przeżyje, albo też odnowi się, dzięki tej ciszy. I nie trzeba być wybitnym ?mesjanistą?, by sobie życzyć, że jeśli ja zapomnę o tej ciszy, to ?Ty, Boże, zapomnij i o mnie?. (P.S. na zdjęciu – wejście do Krypty pod Wieżą Srebrnych Dzwonów; około rok temu, w razie potrzeby kliknij na foto, aby powiększyć).

Post

?Oko w Oko?… z Bogiem

AO_2012_00004-5.jpg

Tak zatem wedug artykułów naszej wiary umarł, zmartwychwstał, ukazywał się, a potem wniebowstąpił. Powiedział jednak, że pożyteczne jest Jego odejście od nas i patrząc na ten opłatek chleba, człowiek rozumie to lepiej ? że przez swą sakramentalną Obecność może być tak blisko, tak Ciałem i Krwią wśród tylu ludzi, jakby nie mógł być za czasów swej bezpośredniej, fizycznej obecności w Palestynie. Pozostaje jeszcze jedna kwestia ? uwierzyć w to, a potem sobie w razie czego z tą wiarą poradzić; no bo jakoś tak dziwnie uświadomić sobie na poważnie, że tak naprawdę żyje się i grzeszy w tak bliskiej Obecności; a wszystko to, co dobre i kochane ma w niej swój początek.

Jednak jak uwierzyć, kiedy już dawno Reformacja poczęła czynić ?dekonstrukcję? Tradycji Kościoła, zostawiając nas samych z Biblią? Przyszli jednak potem współcześni egzegeci biblijni i zaczęli przy tym Piśmie dłubać na poważnie, a wielu po tym dłubaniu już z tej Biblii dużo nie zostało, czemu ostatnio dzielnie przeciwstawiał się sam Benedykt XVI. Trudno ustalić dokładnie, co też im się w sercach wówczas kłębiło, ale potem przyszli współcześni psycholodzy, psychoterapeuci, psychiatrzy i wielu z nich orzekło, że to, co w sercu ludziom wiary i niewiary się kłębi, to raczej zdecydowanie ani Bóg, ani szatan, a w ogóle to cóż to jest owo ?serce?, ?dusza?, kiedy lepiej mówić o ?moich emocjach?, o moim ?ja?. Temu z kolei, z różnym trzeba przyznać skutkiem, próbują się przeciwstawiać inni dzielni ludzie, wyznając dawno już sformułowaną zasadę, że jednak ?Łaska buduje na naturze?, a branie np. leków na ?psyche? wspomagać może realny postęp w życiu duchowym i modlitewnym. Sumując: włożono dużo profesjonalnego wysiłku w to, aby zabrać nam wiarę w tę Miłość, co to nie ma ani końca, ani początku.

Można zjeść tysiąc kotletów, zrobić tysiąc ?Dziedzińców Pogan?, tysiąc paneli ?o dialogu?, przegadać godziny o Bogu, Kościele i świecie, o tajemnicach nauki, filozofii etc. I prawie zawsze dojdzie się do pytania o Pierwszą Przyczynę świata, czyli według ludzi wiary o tę właśnie Miłość. Tylko jak ogarnąć w sobie tę logiczną trwogę, która wraz z pytaniem o Pierwszą Przyczynę przeszywa na wskroś człowieka? Doświadczenie podpowiada, że ogarnia się ją właśnie w sercu, że istnieje jakaś utajona koniunkcja między treściami, myślami naszego umysłu a sercem, które czuje, ogarnia to, czemu głowa nie daje rady, jak np. wierze w realną Obecność Zbawiciela pod postacią chleba i wina. Doświadczenie jednak też podpowiada, że trzeba wielu godzin spędzonych przed tym Najświętszym Sakramentem, by sobie pewne rzeczy w głowie i sercu zacząć układać. I jeszcze to zachować, ocalić; tym bardziej kiedy życie nie staje się zupełnie i od razu takie proste jak drut, a bezbolesne jak mur. Choć też umysł może wydatnie pomóc w naszych wyborach, jeśli przykładowo wyobrazi sobie życie według ?narracji? Wojtyły Karola a ?Wyborczej Gazety? (bo że ta ma swą dominującą ?narrację?, to raczej nie ma wątpliwości). I też raczej nie ma ich, kiedy człowiek właśnie zamknie oczy i sobie pomyśli życie według obu tych ?narracji?, nie ma wahań, gdzie wcisnąć ?to lubię!?.

Ale nasze rozważania mają też i wymiar bardziej powszechny. Bo też wydaje się, że aby dzisiaj pozostać katolikiem, trzeba sobie odpowiedzieć pozytywnie przynajmniej na trzy pytania: o istnienie Boga, o Jezusa z Nazaretu i o Eucharystię, której pamiątką jest ta Najświętsza Hostia powyżej. Z całym szacunkiem dla nowej linii franciszkańskiej w Kościele, bardzo oczywiście potrzebnej, chociaż niekiedy wzmacnianej do granic groteski przez media, tak też z całym szacunkiem, ale jeśli ludzie nie uwierzą na masową skalę, że ów Opłatek to jednak… Bóg, to raczej ani do Kościoła nie wrócą na dobre, ani w nim nie zostaną na dłużej, choćby nie wiadomo ile pałaców biskupi opuścili lub też sprzedali.

Dla czytającego zaś stanie sie teraz może bardziej jasne, dlaczego promowanie Adoracji Najświętszego Sakramentu, a wraz z nią idei Ludzi Ciszy (o której już kiedyś była mowa), to chyba właściwy sens powstania tego bloga. Wszystko inne, co – jeśli w ogóle – wydarzy się ?Poza Matrixem?, będzie do tego zadania jedynie przypisem, a samo ono narzuca piszącemu pewne też i ograniczenia, np. w zakresie krytykanckiego używania sobie na świat i na Kościół.

Położyć swe życie na tym Opłatku… To chodzić po kruchym lodzie czy też po skale? Chyba każdy dzisiaj sam musi sobie udzielić odpowiedzi na to pytanie.