Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X
foto

Czerwone i czarne

AO_2012_00011.jpg

Chciałem zatytułować to foto „Chwila prawdy”, ale pomyślałem, że jeszcze ktoś się przestraszy i ucieknie sprzed ołtarza. Jednocześnie w ramach jakby „parafialnych ogłoszeń” dodam tylko, że na czas wakacji blog „Poza Matrixem” przechodzi w tryb foto. Taki to jest przywilej skromnego kato-blogera: pisze, kiedy dusza mu zagra i sił starczy. A jak się ćwiczyć w tekstach „pokutnych”, kiedy…”zielony Żoliborz” wzywa non-stop-color? Przyznajmy: kontemplowanie piękna letniej lemoniady trudno oddać słowem, więc „strzel mi fotę miły, no strzel…” (fot AO, Kraków 2013, czerwiec,: aby powiększyć: kliknij na foto)

foto

Zachód słońca w Tyńcu

Niektórzy powiadają, że są miejsca, gdzie bardziej lub mniej „się czuje” Boga. Tak na przykład – dowodzą – w Moskwie o wiele mniej „się czuje” Boga niż w Warszawie, w niej mniej niż w Krakowie, a w nim mniej niż w Łagiewnikach. Z tymi ostatnimi w ?zawody? może stawać chyba Tyniec, gdzie słońca zachód staraliśmy się uchwycić. Ostatnio kolega Kryfman, który rozkokosił się nam po świecie, chwalił sobie smak truskawek z Milanówka w polewie lodowej, choć przecież żadne truskawki, które skosztuje się w Milanówku, nie mogą się równać z Tyńcem o zachodzie słońca. Przypominamy, że w zanadrzu mamy więcej foto-relacji z Tyńca jeszcze przed sobą…

AO_2012_00041.jpg

(Tyniec, czerwiec 2013,fot. AO; w razie potrzeby kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)

foto

Krakowski przebłysk „katolicki”

AO_2012_00006-2.jpg

(Bazylika św. Franciszka w Krakowie; fot AO czerwiec 2013; aby powiększyć kliknij na zdjęcie)

foto

?Przeminęło z wiatrem…?

Biorąc pod uwagę nadchodzące temperatury, pomyślałem przez chwilę nieco złośliwie: jeszcze zatęsknicie za szczyptą zimy… kolego Kryfman także i Wy (wiślany brzeg krakowski; zima 2012; foto AO, aby powiększyć kliknij).

 

DSC01553.jpg

foto

„Okna życia”

AO_2012_00039-2.jpg

Czasem niektóre „dzieła” domagają się odrębnego potraktowania, z jak najbardziej oszczędnym komentarzem, więc wspomnę tylko, że dłuższa foto-relacja z Tyńca za dnia, z klasztoru benedyktynów, jeszcze wciąż przed nami… (w razie potrzeby kliknij foto, aby powiększyć).

foto

Tynieckie lampiony

Cały czas jesteśmy w trybie „low-light performance”, czyli poruszamy się w słabym świetle. Dostaje nam się nawet za to, że nieco manierycznie powtarzamy ten motyw. Ale nie ma przed nami innej opcji, kiedy to Wielki Post. Po prostu nie wypada teraz chlusnąć morzem światła na zdjęciach. I też powróciliśmy na krótki moment do Opactwa w Tyńcu, gdzie ludzie od wieków chwalą Boga modlitwą i pracą. Ale kiedy wybrzmi w kościołach „Alleluja”; no, to wtedy się zaczną miecze świetliste… (kliknij na foto, aby powiększyć).

 

foto

Janek na „krańcu świata”

Nasz dobry kolega Jan wyruszył latem nie nad ciepłe morze, a w zimne raczej góry. W Alpach wspinał się dzielnie, modlił się często, dobre imię Polaków potwierdzał wszędzie tam, gdzie się pojawił. Prawdziwy zeń był za naszą granicą ?Polak-katolik?. Pozostanie sekretem, ile to Janek zostawił serc kobiecych złamanych afektem do niego na swym szlaku wspinacza. Pozostanie zaś tajemnicą, czy pośród groźnych grani nie wpadł przypadkiem w pułapkę Boga; którą na niejednego śmiałka Wszechmogący tam zastawia? Czy nasz Johny Walker nie stał się nagle tam Johny Trapperem, czy stojąc w Europie, nie znalazł się na ?krańcu świata? ? Mówiąc zaś o nim ?Trapper?, myślimy o francuskim La Trappe (pułapka/zapadnia), miejscowości, od której pochodzi nazwa kontemplacyjnych zakonników ? trapistów.

Zdjęcie poniższe poniekąd powyższe podejrzenia poświadcza, choć Janek milczy o tym jak grób, jak Pudzian, jak miecz ? no dobrze – koniec tych górnolotnych porównań. Najważniejsze, że wyprawą swoją wyrył w wiecznym lodzie słowa cenione poza matrixem: piękno, cisza, tajemnica. Wyrył, i to w stylu braveheart? z prowiantem kalarepy w plecaku, bo lubi sobie przekąsić od czasu do czasu „małe Conieco? z zielonych liści, taki to eco-power ten nasz koleżka.

 

(kliknij na zdjęcie, aby powiększyć)
Post

Przekaz wiarygodny

Są takie ?teksty kultury?, które właściwie powinno się udostępniać bez komentarza. Jak poniższy materiał wideo, mimo że pochodzi z przestrzeni ?zielonoświątkowej?. Chociaż dla nadortodoksyjnych jednostek może być dowodem tego, że relatywizuję to, w jakim Kościele przeżywać swą drogę do Boga. Według poetyki ?marchewki? odpowiedziałbym, że jak najbardziej zalecam obecność w Katolandzie, bo gdzie indziej można znaleźć takie nabrzmiała pięknem, kosmiczne ?zbory?, jak Sagrada Familia. Według zaś poetyki ?kija? ostrzegałbym, że to tylko tak łatwo w telewizji akt apostazji wygląda. Bo tak naprawdę trudności z nim związane bliższe są tym, które opisywał w ?Akwarium? Wiktor Suworow przy omawianiu możliwych dróg wyjścia z sowieckiego wywiadu wojskowego ? GRU. A na poważnie: to ożywia człowieka ?niestety? intuicja wiary, że domem pielgrzyma na Ziemi jest, nawet nie, nie Kościół, ale Eucharystia sprawowana w jedności z ?nastepcą Piotra?, ?namiestnikiem Chrystusa?. Tak zatem wychodzi nam znowu – prawie jak w tej wyliczance z pomidorem – Katoland. A to ?niestety? wynika z tego, że wiele spraw, zjawisk trzeba w samym Kościele nieraz z bólem przetrzymać, aby pozostać w przestrzeni Eucharystii.

Na pierwszy rzut oka od razu widać, szczególnie w wersach zaczynających się od słów ?no more fear of death??, że ów czarny brat uwewnętrznił dogłębnie „logikę” Ewangelii i wynikające z niej skutki dla życia człowieka.

Post

Teaser na Święto Bożego Miłosierdzia

Jak opisać ostatnie dni na świecie i w Kościele, jak opisać ich istotę, przesłanie, nadzieję? W formie jak najbardziej przystępnej dla czasów dzisiejszych, a zatem w formie prawie że Twittera. Jak opisać tę Oktawę Wielkiej Nocy, którą rozbił, jak powiadają, o czym sami musimy się przekonać na własnej tkance duszy? Okazuje się, że najbardziej pomocny do tego wydaje się nie tekst kazania, homilii, ale? reklamy. Chociaż poniższy teaser książki Ojca Badeniego te gatunkowe podziały nieco zaciera. Przekonuje, że wszystko sprowadza się do światła (a może raczej: Światła). I ci, którzy nieco poklęczeli w życiu, pocierpieli, posamotnieli, a jednocześnie próbowali szczerze postąpić na drodze ku Bogu, ?czają? wewnętrznie, o co Badeniemu chodziło. Bo to się bardziej ?czai? niż rozumie do końca. Bo gdy człowiek widzi napis pobożny: ?módlmy się, aby Duch Święty uwolnił nas od nie nienawiści i lęku?, to nieco wie, jak to wygląda w trybie wewnętrznym właśnie, takie wyzwolenie, ale jednocześnie rozpoznaje, że słowa jakiejkolwiek poezji są zbyt ułomne, by to celnie opisać, poprawnie wyświetlić.

A jednak przedstawiać trzeba, chociażby dlatego, by inni mogli ujrzeć, jak dojść do Światła, do Wybawienia. I kiedy samemu się go zaznaje, to z trwogą myśli się o tych katolikach, którzy ten kierunek nieraz z przesadnej troski o wolność innych skrywają, dialogując z nimi w nieskończoność. Ci dialogują, a tamci z bólu i ciemności? gasną powoli. Ci pierwsi czekają tak bardzo cierpliwie, aż tamtym „prawda narzuci się siłą samej prawdy”, że jakiekolwiek świadectwo, inaczej: jakikolwiek raport z własnego ocalenia (jeśli go doznali), zdaje się im często przemocą. A wiele przemawia za tym, że niekiedy Wybawienie skrywa się tylko, powtórzę: tylko, w Sakramentach, Miriam (zwanej w polskim narzeczu ? Maryją) i ? odmówieniu sobie. Czyli bardziej dosadnie i kaznodziejsko powiemy: w Chrystusie, którego odkrywa się o wiele łatwiej – przekonuje praktyka dnia codzienngo – przez różaniec i suchą bułę. Tak chyba jest czasem, że trzeba dotknąć bezpośrednio Ciała (i Krwi), by przestać krwawić. Tym, dla których to jest zbyt radykalne, albo też na chwile obecną niedostępne, należałoby polecać usilnie próby siedzenia przed Najświętszym Sakramentem. Niewiarygodne, jak krótki czas takiej posiadówki przybliża ich nieraz bardziej do wspomnianego Światła niż godziny prawienia z nimi o religii.

Przekładając na potrzeby poetyki tego wpisu istotę dzisiejszego Święta, odkrywamy prawdę, że chodzi w nim o to, by z tego świata odejść z jakąkolwiek jasnością w sercu. Aby Mordor śmierci został przecięty chociażby przez najmniejszy przebłysk. Ale? my tu o tak wniosłych sprawach, a sami zobaczymy, jak – właśnie osłonięci Sakramentami, z różańcam w kieszeni i z dużym prowiantem suchej buły – poblogujemy sobie regularnie, wreszcie, może, w przyszłości. Na razie w tym obszarze ponosimy wtopę za wtopą. Tak zatem, dzisiaj wcale nie wydaje się to niestosowne, by prosić o Miłosierdzie nie tylko dla całego świata, nie tyko dla nas samych, ale też i dla naszego blogowania. ?So, it?s all about Light? – mówi Badeni?

.

video

Obrazy dla Polski 2012

Tak naprawdę szukając nowego języka opisu doświadczenia Ojczyzny, trzeba również wyruszyć w poszukiwaniu nowego języka dla doświadczenia Kościoła w dzisiejszej Polsce (rzecz z rozmysłem zawężam do naszego ?rejonu?). Oba te ?narzecza? zachodzą na siebie, bowiem oba ogarniają ? albo inaczej: próbują wypowiedzieć ? Tajemnicę ostatecznie? miłości, wolności, a może jeszcze bardziej piękna. Tak, tak, owe słowo przez duże ?T?, to jedno z ulubionych słów Ivo ? aż boi się go nadużywać, ale niestety ? będzie się w tym względzie powtarzał.

Jak podobne to języki, dowodzą dwa poniższe filmy. Jeden z nich wyświetla zwycięską koncepcję plastyczną Muzeum Historii Polski, drugi filmuje intuicje (prorocze?) JPII. Oba obrazują w sposób bliski to, jak czuje i myśli Ivo o sprawach rzeczywiście „ważnych”. Szczególnie projekt Muzeum (który pod względem finansowania dalej stoi w miejscu) odpowiada tej wrażliwości, która otwiera się na przyszłość, przenosząc ją w sposób jak najbardziej nowoczesny w przyszłość. To w jakiejś mierze jest nowo ryta tablica historyczna, na sposób cyfrowy, dla potomnych. A kończy ją instalacja-sala: ?Ogrody?. Dla piszącego to poetyckie, symboliczne, na swój sposób kongenialne (hiperbola zamierzona), oddanie prawdy, że projekt Polska, od dawien dawna tworzony, cały czas się spełnia?  I ma przed sobą przyszłość, jeśli należycie wyzyskamy tę wolność, która rzeczywiście jest i szansą, i ciężarem. Niektórzy chcieliby zagracić tę ostatnią salę różnymi kontrowersyjnymi rekwizytami współczesnymi. Ale w sumie nie chodzi tu o kontrowersje, a jedynie o groźbę, że tę przestrzeń, która wzywa, otwiera się w dal? po prostu się zagłuszy i zniszczy.

Kończąc, bo temat będzie, kontynuowany, wypowiem podsumowującą, a zarazem otwierającą puentę. Nie trzeba być zawodowym filozofem, by wiedzieć, że, szukając nowego języka na opisanie doświadczenia Ojczyzny i Kościoła w roku 2012, będzie się szukało ?nieco? nowej Ojczyzny i Nowego Kościoła. Po dwudziestu latach ?wolnej Polski? smutny to poniekąd wniosek: że ten Kościół i tę Ojczyznę trzeba w jakimś sensie wymyślać właśnie na nowo. Za mało mamy miejsca teraz na analizy, dlaczego tak się stało? Owe poszukiwania eklezjalne opatrzone są tytułem Nowej Ewangelizacji. A jak nazwać próby patriotyczne? A może znowu ? zachodzą one na siebie? Wydaje się że tak? Bowiem, jeśli kiedyś, za czasów pierwszej ?Solidarności?, Polacy nieraz powracali do Kościoła poprzez przestrzeń patriotyczną, tak dzisiaj wydaje się, że do Polski, do jej aktywnego tworzenia, powrócą na skalę masową tylko z przestrzeni Kościoła. Intuicja podpowiada, że ta Polska, którą znamy, pamiętamy, nie przetrwa nawet w swej istocie, a nie tylko formie, jeśli nie przetrwa polski Kościół. Jednocześnie zwykła obserwacja w dniu powszednim jego żywotności sugeruje z kolei to, że on nie przetrwa, jeżeli nie odkryje, a przed innymi nie odsłoni, niezgłębionego horyzontu duchowości, zogniskowanej na Osobie Zbawiciela. A to może się spełnić tylko w długiej, głębokiej, choć ? pewnie ? różnorakiej Adoracji. Logiczny jest zatem wniosek rzeczywiście końcowy: ta nowa, jakoś ” inna”, Polska wyłoni się z Ciszy… jeśli skądkolwiek miałaby się wyłonić.