Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X
foto

Balanga po katolicku…

Niedawno na Bielanach, przy ul. Dewajtis, katolicy zrobili swoją „balangę” na „Dzień św. Franciszka i Lasu Bielańskiego” . Było wiele różnorakich atrakcji, rzekłbym od sasa do lasa. Były świątki, choć nie w piątki, sery, mohery, a nawet znalazła się i pańska skórka. W pewnym momencie zobaczyłem bawiące się dzieci. One i katolicyzm…? Serce zabiło ze strachu, adrenalina wystrzeliła w ciało, a oczy wyobraźni poczęły szukać pe…pe…pe…peryskopu. Nie znalazły; uff! Były tylko pełne rzeczywistości świątki, sery, mohery, pańska skórka, kołacze i…słońce ogarniające ludzi totalnie; jak Bóg (fot październik 2013 AO; w razie potrzeby kliknij na zdjęcie, by powiększyć).

AO_2012_00022-2.jpg

AO_2012_00025-2.jpg

AO_2012_00031-2.jpg

AO_2012_00020-2.jpg

AO_2012_00012-2.jpg

AO_2012_00004-2.jpg

AO_2012_00017-2.jpg

Post

Ks. Jerzy Popiełuszko (1947-1984): Przywódca „Solidarności”

AO_2012_00003-3.jpg

W sobotę (19 października) minie kolejna rocznica śmierci męczeńskiej ks. Jerzego Popiełuszki. Trzydziestosiedmioletniego kapłana „Solidarności” zakatowanego przez funkcjonariuszy SB w roku 1984. W okolicznościach, które co rocznicę rozgrzewają dysputy na temat ich faktycznego przebiegu, kierując tym samym uwagę poza główny sens, który z tej tragedii coraz bardziej wyłania się, przez te ostatnie dwadzieścia parę lat, na naszych oczach.

Jedno można powiedzieć raczej na pewno. Gdyby nie ten jego kamienny grób, symbolicznie skupiający w sobie historię i istotę życia w PRl – u, to raczej nie byłoby co zbierać dziś po micie „Solidarności”.  Szczególnie, gdy się patrzy na losy i postępowanie różnorakich elit postsolidarnościowych w „wolnej Polsce”, i to zarówno tych z Trzeciej, jak i z Czwartej RP. Zabrakło w nich masy krytycznej dobrych uczynków i postaw, które zadecydowałyby o „podmiotowości” i jedności współczesnej Polski. O grób „ks. Jerzego” tak naprawdę rozbija się szczególnie „narracja” RP  Trzeciej, z jej gumkowaniem ofiar komunizmu, przeinaczaniem znaczeń słów podstawowych, pobłażaniem dla wielowymiarowej niesprawiedliwości w państwie po roku ’89.  Odbywa się to jednak bez „błędów i wypaczeń” obecnych w „narracji” RP Czwartej. Bądź co bądź nie była ona, i nie bywa, spełnieniem marzeń „ks. Jerzego”, by „zło dobrem zwyciężać” , co ostatecznie w narzeczu chrześcijańskim tłumaczy się na słowo „krzyż”. Choć trzeba przyznać, że akurat akces do tej „narracji” wymagał, i dalej wymaga, o wiele więcej odwagi, samozaparcia, zgody na różnoraką niepewność.

Pomyśleć, że człowiek jako szczenię w komeżce ministranta widział chwałę i dumę pierwszej „Solidarności”, turlając się wokół kościoła św. Stanisława Kostki, wdrapując się czasem na jego balkon, gdzie celebrowano słynne „Msze za Ojczyznę”. Potem jednak zbyt często, przez te ostatnie dwadzieścia parę lat, myśli przykre atakowały świadomość: „Solidarność „- ewangelizacyjną porażką polskiego Kościoła?odrabiali tylko „pańszczyznę” w świątyniach?,  i wreszcie ta najgorsza: a może szkoda było za nich tej krwi…?  Ostatnia myśl zaś jest taka, że w Polsce zwyciężyła jednak polityka uprawiana w duchu wskazań diabolicznego Franka Underwooda z serialu „House of Cards” , a nie w duchu nauk tego świętego. Widok jakiegoś członka pierwszej „Solidarności” topniejącego przed tym żoliborskim grobem; podobnie jak wampir w porannym słońcu? To nie jest wcale obrazek, który zdarzyć mógłby się tylko w horrorach. Działalność w podziemiu – choćby nie wiadomo jak heroiczna – nie dawała patentu na bezgrzeszność do końca życia i nie uwalniała z przestrzeni walki dobra ze złem. Walki o tej samej logice od tysięcy lat, choć w dziejach spełniającej się w różnych scenografiach historycznych i z różnymi bohatermi. Mającej jednak swój konkretny wymiar duchowy, o czym przekonywał też i „ks. Jerzy”.

„Solidarność” żyje, bo Ty oddałeś za nią życie! – powiedział podniośle Wałęsa Lech na pogrzebie męczennika. W tym jednym się nie mylił. Po latach można spokojnie przyznać, że Bóg i Historia, objawiły nam przywódcę „Solidarności”, który będzie dla nas widocznym znakiem w latach i przyszłych. Jednak wydaje się, że kolejne rocznicę jego śmierci nie mają takiej rangi w mediach, jaka należałaby się temu błogosławionemu człowiekowi. Może dlatego że życie i twórczość „ks. Jerzego” dalej są dla zbyt wielu ważnych ludzi w Polsce niewygodne, za bardzo niewygodne. Ale „ks. Jerzy”, przez swoją historię, nauczanie, grób i beatyfikację, nieustannie zadaje pytania, w tym i polskiemu Kościołowi, w szczególności jego kapłanom, biskupom, kardynałom. Czy stoją razem z nim na tym balkonie, czy głoszą prawdę i miłość z odwagą, czy są blisko spraw „zwykłych Polaków” ,  jak i on bywał? Było podniośle, wiem, bo i tak tym razem musiało być.

(Na górze: grób ks Jerzego Popiełuszki na warszawskim Żoliborzu, fot AO; 16.10. 2013, w razie potrzeby kliknij na zdjęcie, aby powiększyć).

Post

?Bogurodzica? – 2013

?Matko, która nas znasz/z dziećmi Twymi bądź/na drogach nam nadzieją świeć/z Synem Twym, z nami idź? –  głosi pewna pieśń maryjna, którą ludzie głębiej zalogowani w Katolandzie poznali, słyszeli wiele razy, a to na pieszych pielgrzymkach, a to na oazowych zlotach, zazwyczaj przy akompaniamencie gitarowym. Wspominam o tej rzewnej kompozycji, według zasady luźnych skojarzeń, wspominając z kolei pewną audycję w ?lewicowo-liberalnym? radiu, podczas której to prowadzący ją jegomość zadał bardzo ?kontrowersyjne? pytanie, kto dzisiaj będzie śpiewał ?Bogurodzicę? z tymi wszystkimi staropolskimi ?zyszczy nam, spuści nam? (cytuję go tylko wedle swej ułomnej pamięci). Otóż, problem w tym, że zdaniem piszącego w kulturze polskiej nie wymyślono nic bardziej pięknego, dostojnego, odsłaniającego tajemnicę tej, która dała Boga światu, niż owy śpiewany w czasach dawnych, także i przez polskie rycerstwo, hołd dla Miriam; no, może jeszcze ?Godzinki? się dzisiaj bronią ?w starciu? z nią, ale już na pewno nie ta wspomniana na początku ?oazowa? pieśń.

Sumując: ?Bogurodzica? wydaje się miażdżyć wszystko to, co w języku polskim się współcześnie o Maryi śpiewa, swoim potencjałem artystycznym, duchowym, intelektualnym. Stopionym w jedno, w tych kilku nam znanych strofach, które do nas dotarły, a o których napisano wiele mądrych, badawczych rozpraw. W jakimś sensie to konstatacja smutna dla czasów dzisiejszych, a zarazem pełna szacunku dla naszej tradycji. Może i nasi przodkowie nie śmigali po tabletach, może i mieli większe problemy stomatologiczne, jednak w pewnych obszarach nas zdecydowanie wyprzedzali, i to nie tylko w męstwie, gotowości na przyjęcie śmierci.

Czasem odnosi się wrażenie, kiedy obserwuje się kulturę ?nowej ewangelizacji?, że piesń ta i z niej wyparowała. Tu można by zacząć ? ku uciesze braci ?tradsów? ? szerszą refleksję o tym, na ile owa kultura pod względem formy wierna jest ?hermeneutyce ciągłości? postulowanej przez Benedykta XVI, bo że na poziomie deklaratywnym wszystko tam ?ortodoksyjne?, że hej!, to raczej nie ma sporu. Kto jednak myśli, że do kultu maryjnego bardziej przekona współczesnego człowieka przy pomocy gitary niż ?Bogurodzicy?, ten chyba jednak błądzi. Przez to spostrzeżenie nie zgłaszamy akcesu do obozu „tradsów”,  a jednocześnie pozwalamy sobie zastrzec: „nowa ewangelizacja”? Tak, a i owszem, ale bez podskoków, oklasków i „wielbienia” na komendę. Bardzo prosimy…

Śpiewać dziś te „zyszczy nam, spuści nam”, to powracać do ciszy średniowiecznych świątyń, których w kraju Polan nie ma tak wiele, a w których modlili się ludzie, którzy żyli przed nami na tej ziemi. A teraz sami posłuchajmy, dreszcze przez duszę przechodzą; choć też sądzę, że dzisiaj lepiej broniłaby się wersja bardziej chorałowa niż żołnierska.

foto

Św. Jacek na Freta – „Black&White”

W Kaplicy Sykstyńskiej patrzyli na sklepienie atakujące feerią barw i scen. Ale to chyba u dominikańskiego św. Jacka na Freta sklepienie by bardziej pasowało naszemu drogiemu, nowemu, papieżowi; tak bardzo ceniącego prostotę, jak to trąbią o tym wszem i wobec. Ojcze Święty zapraszamy nie tylko do Polski, zapraszamy…na Freta; „pokażemy (swój) katolicki głos w naszym domu”. (W razie potrzeby, kliknij na zdjęcie, aby powiększyć).

 

foto

„Churching” nocą

?Churching?  (od ?clubbing?) określa negatywnie potrzebę zaspokajania coraz to nowych wrażeń eklezjalnych, peregrynowania po mieście w poszukiwaniu lepszego kaznodziei, piękniejszego śpiewu itd. Nie będę do tego „procederu” odnosił  się dzisiaj w szerszym wywodzie, tylko pewnej niedzieli, nocą, próbowałem go popełnić; z różnym zresztą skutkiem, co dokumentuję odpowiednimi zdjęciami.

Są one też zapowiedzią, że ?Poza Matrixem na drugą połówkę Wielkiego Postu, poprzez Oktawę Wielkiej Nocy, aż po Święto Bożego Miłosierdzia, wchodzimy w tryb fofo, czyli że bedą się u nas pojawiały przede wszystkim zdjęcia, z minimalnym komentarzem. Podyktowane jest to względami prywatnymi ? chęcią większego skupienia się w tym okresie, względami poetyki bloga ? takie Tajemnice, jakie przyjdzie nam niedługo przeżywać, lepiej kontemplować według nas obrazem niż obgadywać; wreszcie też podyktowana taka strategia jest względami światowymi. Konklawe, nowy papież przysporzą powodzi medialnych słów, przez które nie mamy ambicji przebijać się z naszymi skromnymi myślami, stworzymy dla tego mainstreamu po prostu, i tylko, kontrapunkt foto.

Tyle przypisów autotematycznych, tymczasem ?churching? nocą , po Warszawskiej Starówce (w razie potrzeby kliknij na zdjęcia, aby powiększyć).

 

Post

Poszukiwany – „cato” Jack Bauer

Niedawno na Areopagu21, Pani Elżbieta Konderak, zauważyła, że problem odchodzących księży da się definiować jako strukturalny, jako wpisany w instytucje eklazjalne. Spróbuję się odnieść do tego spostrzeżenia na sposób filmowego exemplum, i to spróbuje z humorem. Tak też czego w systemie całego Katolandu brakuje ? Wzoru na miarę agenta CTU, Jacka Bauera, bohatera ?24?, serialu, który dobił bodajże do ośmiu sezonów, który bardzo poważnych ludzi śmieszy, a meżczyzn, cały czas chłopcem podszytych, po cichu pasjonuje. Ale znowu – zaraz, zaraz… Czy Jack jest tak śmieszny, jak go malują albo jak go malował przynajmniej mój bliski kumpel?

Rzeczywiście, Jack robi wiele nadzwyczajnych rzeczy, a przez to budzących grymas politowania na twarzy zimnych realistów. Chociaż, gdyby zabawić się w ?Jackologa?, po długich, żmudnych studiach, nasiadówkach w bibliotekach i przed ?kompem? moglibyśmy stwierdzić, że scenarzyści nie nafaszerowali tyloma nonsensami przygód Jacka, ile na pierwszy rzut oka cynik współczesny wyłapuje. A zresztą… Może Jack przeżyć niedaleki wybuch małej bomby nuklearnej, atak biologiczny blisko siebie, przesłuchanie prądem wysokiego napięcia? Może, bo Jack?kocha i walczy, a dla takich wiele jest możliwe, o wiele więcej niż dla mężczyzn znudzonych i gnuśnych.

Kiedyś pewien znany kaznodzieja udanie próbował usprawiedliwić w Biblii obecność tzw. ?psalmów złorzeczących?, w których ?bohater liryczny? prosi Boga, a propos swoich licznych przeciwników, wrogów, mniej więcej tak: ?dokop im Panie?, ?rozwal ich Panie? , ?pozgniataj ich Panie?. Przekonywał, aby czytać te pieśni jako historię walki z własnym grzechem i słabością, a wtedy te zawołania odsłonią, przed zgorszonymi ich treścią, nowe, dramatyczne, egzystencjalne znaczenie. I tak otrzymujemy klucz interpretacyjny dla przygód Jacka. Bo gdy podobnie, jak to radził kaznodzieja, spojrzymy na wrogów agenta CTU, na tych wszystkich przebrzydłych spiskowców, terrorystów, których wypala on ogniem, żelazem ? w przenośni, a nieraz i dosłownie ? to objawi nam się Bauer (tak, tak, nie inaczej) jako chrześcijanin prawie doskonały. Wtedy 24 przeczytamy nie jako kolejną sensacyjną fabułę, ale jako historię wewnętrznego zmagania człowieka walczącego też o drugiego, jako istnienie jednostki, której życie sypie się nieraz w rękach, a która jednak chce dobrze, ciągle dobrze? Bo wyjątkowość Bauera na tle innych herosów filmowych polega także na tym, że nie ma w nim ani grama tej śmiesznej, wywiedzionej z ducha egzystencjalistów, własnej, resztkowej dumy, a zarazem pogardy dla świata całego; co na polskim podwórku w sposób groteskowy wcielali tylekroć bohaterowie Pasikowskiego. W odróżnieniu od nich Jack nieustannie szuka sensu swego istnienia w świecie, który rozpada się na jego oczach, a który chce tak bardzo uratować. Tak, w przygodach Jacka prześwituje starodawne, zapomniane słowo poświęcenie; przekonujące widza o tym, że czasem smak życia kosztuje się poprzez jego utratę. Co więcej – Jack wie, i świadomość ta jest dla niego nieraz bolesna, kiedy to zawiódł innych na całej linii, chociaż chyba częściej się zdarza, że to ci inni go zawodzą, nawet najbliźsi.

Kiedy w Katolandii przeżywaliśmy ?Rok Kapłański?, patronował mu dobrotliwy, spokojny, niezbyt oczytany, a jednak heroicznie wierny, swoim ?prostym? obowiązkom stanu, Jan Maria Vianney, żyjący w niełatwych czasach Rewolucji Francuskiej. Gdy czyta się jego krótkie info, można ulec zwiedzaniu przez mało sensacyjny opis losów. Z trudem uczył się na księdza, potem siedział w swojej parafii i do bólu spowiadał, Komunię św. rozdawał. Dopiero ustęp o demonicznych nękaniach pozwala podejrzewać, że w wewnętrznym życiu mało wykształconego kapłana spełniała się czasem historia walki rodem z 24. Kto zresztą ?zakosztował? tego, co w chrześcijańskiej teorii zwie się ?walką duchową?, ten wie, że reguły tego boju bardziej przystają do poetyki istnienia agenta wywiadu niż rycerza na miarę Zawiszy Czarnego czy jakiegoś tam innego zbrojnego herosa. Zbyt wiele zeznań ludzi pobożnych dowodzi, że walki tej nie prowadzi się z hałasem godnym husarii ciężkozbrojnej, ale wiedzie się ją niejako po cichu, niewidocznie, załatwiając nieraz przy tym w garniturze rzeczy jak najbardziej banalne, szare?

I też przesadą byłoby twierdzić, że zawsze walczy się tak do krwi. Uczą nas w Kościele, że zawsze to trzeba być wiernym tej Miłości, której szukamy, tylko że czasem ta wierność kosztuje mniej, a czasem o wiele więcej. Wpierw jednak trzeba być przekonanym, że taka Miłość w ogóle istnieje. Tak to ostatecznie lądujemy w Roku Wiary, której to brak zżera od środka Katolandię ? jak rdza –  najbardziej? Choć przecież trudno tę wiarę w duszy tak sobie na żądanie wyklepać. No, ale był przecież – Vianney.

 

foto

Światło i wierność

Dzisiaj miał być całkiem inny wpis, ale jako że polski Katoland żyje wiadomym odejściem pewnego przeora z zakonu, po latach życia w nim, postanowiłem umieścić tekst zogniskowany na powyższym zdjęciu, a niedawno zrobionym. Tych, którym to foto z różnych względów niewiele mówi, informuje: ten biały punkt na wzniesieniu to klasztor kamedułów położony na Srebrnej Górze, wyrastającej z krakowskich Bielan. Mieszka tam teraz kilku braci. W sumie mało, ale to chyba właśnie do nich – i ludzi spełniających podobne powołanie – można odnieść jak najbardziej kanoniczną frazę Churchilla: ?Jeszcze nigdy tak wielu, nie zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym?. Choć chyba dopiero po drugiej stronie lustra Życia w pełni zrozumiemy, ile to im właśnie zawdzięczamy. Jednak już sam Jan Paweł II wskazywał, będąc z wizytą w tym eremie, że Kraków ma w nim specjalny piorunochron, a ja śmiem twierdzić, że ochrona ta dociera nawet i do Warszawy.

Kto zna tryb kontemplacyjnego życia braci, wypełnionego milczeniem, rzeczywistym ubóstwem, postami, wyrzeczeniami, wielogodzinnymi modlitwami, pracą własnych rąk i samotnością, ten wie, że określenie ?białe męczeństwo? w odniesieniu do ich trwania na tej górze nie wydaje się przesadą. Zapewne nie jest to świat bez grzechu, walki i pułapek złego ducha, o czym nawet raz donosiły media. Nad tą historią jednak nie będę się pochylał, nie tylko dlatego że za mało znam jej realia, ale też dlatego że przez skupienie się na niej przysłoniłbym rzeczywisty cud wierności, który odczytuje się w podziemiach kamedulskiego kościoła z tablic nagrobnych. Wyryto na nich po łacinie prawdę o tym, ile to lat poszczególni mnisi składali swą ofiarę w ukryciu tylko dla Boga, a przez to też dla Kościoła i świata. Kto chce, niech zamknie oczy i sobie wyobrazi żywot ich i owego odchodzącego przeora. Niech sobie wyobrazi ich ciszę i jego tłumaczenia. I niech wybiera, i idzie tam, gdzie według niego jest piękniej, bo o tym słowie ?Poza Matrixem? nie możemy zapomnieć, szczególnie w dzisiejszych czasach.

Pułapką byłoby przeciwstawiać ich rodzaj obecności w świecie i Kościele obecności np. Matki Teresy z Kalkuty czy też siostry Małgorzaty Chmielewskiej, bo w obu tych sposobach istnienia i działania uwidacznia się wielowymiarowa misja Kościoła, którego zadaniem jest zbawić całego człowieka od różnorakiej biedy, zarówno tej cielesnej, materialnej, jak i duchowej. Na tym po prostu polega mesjańska misja Jezusa, którą Kościół tylko, i aż, kontynuuje. Niemniej nie ma co ukrywać, że pokutny i kontemplacyjny styl kamedułów, a też i zakonów im podobnych, nawet w samym Katolandzie jest dzisiaj niekiedy mało rozumiany i doceniany, co z kolei odsyła nas do innych, różnorakich problemów, którymi teraz nie będę się jednak szerzej zajmował. Odważę się tylko na takie małe uproszczenie, że w polskiej rzeczywistości problem z takim stylem życia wydaje się mieć raczej szeroko pojęta formacja ?katolicyzmu otwartego? niż odłam tradycjonalistyczny, chociaż?z tego, co wiem, to oni tam na Srebrnej Górze Mszę św. ?posoborową? odprawiają.

Zupełnym przypadkiem znalazłem się tej nocy, kiedy robiłem owo zdjęcie, nad brzegiem wiślanym. Prawie zupełnym przypadkiem zrobiłem je z ręki w miarę ostre, kiedy aparat wskazywał wartości naświetlenia domagające się statywu. I kiedy już dokonałem swego ?snajperskiego? strzału, chwilę dłużej patrzyłem na ten jasny punkt światła i wiary. Pomyślałem, że jeśli prze tyle wieków, tylu ludziom dana była siła do ?zmarnowania? z własnej woli życia w takiej samotności, milczeniu i trudzie, to i mi będzie może dana łaska przejścia przez to, co dla mnie wydaje się dzisiaj niemożliwe do przejścia. Taka jest właśnie siła chrześcijańskiego świadectwa, rzeczywiście naznaczonego odwagą ? daje Nadzieję…

 

P.S. (Zachęcam do kliknięcia na foto, by je powiększyć)

 

foto

Foto „dewocja” … z miasta

 

Całkowicie niesformalizowana grupa ?młodzieńców?, o roboczej powiedzmy jednak nazwie: ?B52?, która ma zwyczaj praktykować razem cotygodniową, godzinną adorację Najświętszego Sakramentu,  i do której ma zaszczyt należeć piszący, do serca wzięła sobie nauki samego, miłościwie nam panującego, Benedykta XVI,  który wzywał chrześcijan do celebrowania radości ze swej wiary. I  dosłownie wypełnia te wskazania, rzekłbym prawie do samego dna czasem; po wspólnej modlitwie spotykając się wokół stołu pub-owego (dowód: pierwsze zdjęcie ?dewocyjne?). Kogoś zaniepokojonego tym obrazkiem uspokajam ? panujemy zdecydowanie nad sytuacją, czego dowodem jest kolega z kawą, który rozprowadzał nas tego dnia wozem po domach, więc raczył się latte, nie dlatego że miał odpowiedni ?problem? lub bał się żony. Gdyby taki jegomość do naszej grupy dołączył na stałe, trzeba by było pomyśleć o generalnych  zmianach w strukturze naszego ?obrządku?. Do tego czasu jednak będzie zdarzało nam się celebrować radość chrześcijańską…właśnie do samego dna.

Drugie zdjęcie ?dewocyjne? pochodzi z Krakowa, z ostatniego weekendu, a dokładniej z przedsionka samej Bazyliki Mariackiej, gdzie sobie wisiał plakat o ?rekolekcjach dla maturzystów i nie tylko??. Początkowo zdziwiłem się nieco, że ktoś wykorzystał obrazowanie z ?Matrixa?, umieszczając je też w kontekście wiary, bo to patent szczególnie na tym blogu stosowany, promowany. A potem pomyślałem sobie nawet, że może katole z Krakowa odwiedzają nas ?Poza Matrixem? przez Sieć i się twórczo inspirują? I to wcale nie jest tak niemożliwe, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało…. To tyle na razie fotek ?dewocyjnych? z miasta; godnych podzielenia się z jakimkolwiek czytelnikiem w naszym świecie.

Post

Się dzieje… w kato-Sieci na Adwent

Jeżeli niedawno utyskiwałem nieco w jednym z postów na skromną produkcję internetowo-medialną płynącą do nas ze świata dominikańskiego, to zwykła wierność zasadzie sprawiedliwości wymaga, by zauważyć pewną jakościową, a też i ilościową zmianę w zakresie tematu, któremu wspomniany tekst był poświęcony. Chociaż to, o czym będę pisał poniżej tworzone jest nie tylko przy wsparciu braci w białych habitach. Ale wpierw o rzeczach przez nich animowanych bezpośrednio.

Dla mnie prawdziwą gratką jest inicjatywa tekstowa ?Czytaj Słowo?. Przez cały Adwent, dzień po dniu, rozdział po rozdziale ? będzie można przejść przez  Ewangelię według św. Łukasza przy odpowiedniej asyście duszpasterskiej i egzegetycznej, której udzielą nam ojcowie. Pisanej takim stylem i wiedzą, które nie obrażają człowieka po studiach, a nie wymagają jednocześnie umiejętności potrzebnych do oceny habilitacji z egzegezy biblijnej. Pamiętam, że z moim przyjacielem czasem prowadziliśmy dysputy, czy czytanie poszatkowanych dosyć tekstów Biblii, jakie daje nam Kościół w codziennej Liturgii, przynieść może więcej korzyści duszy człowieczej niż czytanie powolne, za to regularne, zmierzające do końca jednej, wybranej Księgi, co bardziej ?fachowo? zwie się ?lectio continua?. Oczywiście, da się czytać i to, i to w jednym dniu. Tylko że prowadzić wbrew pozorom może to do większych napięć niż pożytków, jakie człowiek by się spodziewał odnieść na pierwszy rzut oka z takiego trybu ?stereo? wsłuchiwania się w Boże Objawienie. Dzięki inicjatywie ?Czytaj Słowo? więcej osób będzie mogło popaść w takie rozterki, jakie i my mieliśmy przed sobą.

Serwis Liturgia.pl kręci na całego i puścił w ?eter? niedawno kolejną, przedłużoną katechezę poświęconą Adwentowi oraz informuje, że będzie zamieszczał codziennie przez ten czas Oczekiwania nagrania homilii z krakowskiej bazyliki oo. Dominikanów (szukaj dokładnie: ?Roraty dla tych, co zaspali?). Inicjatywa i upór ludzi z Ośrodka Liturgicznego cieszą szczególnie w dobie szaleństwa ?tweetowania?, do którego przyłączył się niedawno ? o zgrozo! – sam Benedykt XVI).

Ojciec Szustak kręci też na całego, i to w poetyce ?prawie? thrillera, rekolekcje: ?Nocny złodziej?. Trzeba oglądać, by się przekonać, czy poziom sensacji będzie w nich taki sam jak w ?Operacji Argo? Bena Afflecka, choć dobór tematu pozwala nawet mieć nadzieję, że większy.

Wszystkie powyższe przedsięwizięcia w Sieci zaskakują pozytywnie, jest się wdzięcznym Opatrzności za to, że w Adwencie tyle się dzieje. Tylko zawsze można nieco uszczypliwie zapytać: Panowie ? czemu takie wzmożenie ewangelizacyjne akurat w tym czasie; przecież diabeł pracuje nie tylko w okresie rorat? Przekonywał dawno temu nas, pielgrzymów na tym łez padole, barokowy poeta, kiedy zauważał: ?Pokój ? szczęśliwość, ale bojowanie/Byt nasz podniebny?, codzienny – dodajmy. Trzeba więc człowiekowi wsparcia specjalnego w Sieci, nie tylko w ten specjalny czas.

Jednak pojawiły się w niej inicjatywy, które mają ambicję przekraczać adwentowe wzmożenie ewangelizacyjne, a udział w nich biorą nie tylko bracia dominikanie. Boską.tv ? czyli telewizję internetową, już po pierwszych materiałach widać, że mającą ambicję odsłaniać ludziom Boga, powołał do życia zespół pasjonatów, którzy w dużej mierze tworzyli razem, gasnącą już teraz, Religię.tv. Ciekaw jestem, jakie to nowe treści, jakie to nowe akcenty się pojawią w ?contencie? tworzonym bez pomocy, ?opieki? wielkiego koncernu medialnego. W każdym razie kibicujemy bez cienia zazdrości, bo widać, że wzięli się za to ludzie, którzy umieją i filmować, i montować, więc wypada życzyć, aby nie zabrakło im pomysłów i ogólnej koncepcji na program. Choć też odważę się zaznaczyć, że w stosunku do samej nazwy i logo tego projeku przejawiam pewien?dystans.

Do Sieci schodzi też oficjalnie, i na poważnie, człowiek, który był odpowiedzialny za program Religii.tv, sam ? uwaga: jakiekolwiek panie czytające ten tekst prosimy o specjalne kato-groupies okrzyki  ? Szymoooooon Hołooooownia !!! Gigant polskiej publicytyki religijnej. ?Gigant? – to dobre słowo na określenie kogoś, kto dorobił się nie tylko wielu fiszek w Bibliotece Narodowej, ale też?własnej półki w Empiku, sprzedając setki tysięcy egzemplarzy swoich książek. W każdym razie ?non omnis moriar? ? pasuje do Szymona jak ulał, nawet tylko w kontekście ziemskim. Czy przez prowadzenie multimedilnego projektu, Stacja7.pl, nasz drogi Szymon potwierdzi swą publicystyczną dominację? Czy zadomowi się na iPadzie na dobre, jak w telewizji, jak w prasie. Bo nie trzeba być specjalnym ?freak media?, by spostrzec i podejrzewać, że jego i wydawnictwa ?Znak? projekt prawdopodobnie zmierza w stronę aplikacji w App Store (pytanie: czy i ile płatnej?).

Odwiedziliśmy ?Stację7.pl? na chwilę i odważymy się powiedzieć, że tworzą ją ludzie? próbujący rzeczywiście żyć Ewangelią w każdym dniu. Co jest ważnym zastrzeżeniem w odniesienu do ?contentu? o wierze, bo czasem się zdarza, że tworzą go autorzy, którzy może i wiedzą nieco o religii, ale mało jakoś przekonują, że w nią wierzą na poważnie, że ją traktują jako sprawę życia lub śmierci. Tu nie da się podejrzewać takiej opozycji. Samemu liderowi nowego projektu piszący mógłby zadać jakieś swoje ?ale?, zarazem jednak też nie mógłby mu odmówić jednego ? że przekonał wielu, w tym i autora tych słów, iż zrobił w życiu bardzo wiele, aby odpowiedzieć sobie na pytanie: czy Chrystus to mity, czy też Rzeczywistość??

Oczywiście, kiedy Szymon schodzi do Sieci, taki skromny kato-bloger, jakim jest piszący, przypomina faceta, który sprzedaje spodnie na łóżku polowym, a nagle obok niego ląduje wielkie centrum handlowe. Ale też w jakimś sensie jest to porównanie chybione, bo cały urok kato-roboty w Sieci polega na tym, że miejsca w niej starczy dla wielu. Każdy, kto czuje w sobie siłę i chęć, może o Bogu i Kościele pisać na swój sposób, byle tylko tak, by wygrywał ostatecznie jedyny nam dany przez Boga Neo. Chociaż też nie jestem takim fantastą, aby nie podejrzewać, iż wielość ?podmiotów katolickich? w Sieci może powodować z czasem różnorakie napięcia, ale o tym już kiedy indziej?

P.S. Pozwalam sobie już nie zadawać dodatkowej pracy linkowania; każdy, kto będzie chciał, po odpowiednich informacjach w tekśćie wy-google-uje sobie wszystko.

Post

Ośrodek Liturgiczny a…Polska

Brzmi prawie jak „słoń a sprawa polska”. Na dodatek jest to Dominikański Ośrodek. W tytule notki o tym nie wspomniałem, nie dlatego bym się lękał, że ktoś ? na podstawie ostatnich wpisów ? posądzi mnie o nerwicę dominikańską, ale dlatego że jest to przede wszystkim Ośrodek Liturgiczny. Skupiający ludzi ? jak mniemam po swej dalekiej obserwacji ? z różnych kręgów eklezjalnych. Fedrujących w Katolandzie na tym samym odcinku słów, co człowiek mający ambicje żyć ?Poza Matrixem?.  Dla skromności dodam tylko, że oni pracują tam twórczo od dawna na wiele większą skalę. W filmikach poniższych sami opisywani wyjaśniają szerzej, o co im chodzi. W ramach jakby teaseru zapowiem tylko: jeśli chcesz uciec nagle z kościoła, kiedy słyszysz organistę, który głosem odartym nieudolnie z Farinellego zaczyna wyrzucać z siebie teksty dobre dla pensjonarek z dziewiętnastego wieku ? docenisz ich robotę. Pamiętam jednak kolegę-agnostyka (bo nie tylko ludzie z ?katolicyzmu otwartego? w życiu swym z takimi się zadają), któremu podesłałem poniższe produkcje wideo. Zapytał mnie potem nieco ironicznie, czy ja aby w nich na pewno tylko piękna liturgicznego szukam?? Zgaduj zgadula, co miał na myśli i oglądaj.

Lecz wobec naszego nastawienia na piękno ?Poza Matrixem? można wysunąć bardziej poważny zarzut na pierwszy rzut oka. Że my tak ciągle o tym pięknie (a co gorsza ? będzie o nim więcej), podczas gdy tu: Kaczyński, Tusk, in vitro, geje, aborcja, Palikot, Trzecia vs Czwarta RP, podczas gdy trzeba brać za laptopy i w okopy? Na poziomie twardych faktów odpowiem, że jako skromny bloger bardziej swego realizmu dowodzę przez to pięknoduchostwo, niż zajmując się z ?dumą? powodzią newsową, na którą mało mogę wpłynąć przy swych skromnych środkach konkretnych.

Wspominając natomiast ?Władcę Pierścieni? wyświetlonego przez Jacksona, odpowiem, że w chwili decydującej walki ze złem Aragorn, Legolas i Gimli zostali posłani na tyły w poszukiwaniu wsparcia ze świata duchów. Im więcej zatem w Kościele takich drużyn poszukujących Źródła piękna, tym szansę na ostateczne zwycięstwo wzrastają. Inaczej opisując te długookresową strategię, powiem, że ?Poza Matrixem? bardziej jesteśmy zatroskani o ilość zbawionych serc ludzkich niż?o Polskę. Tym bardziej że w ?Trzeciej RP? trzeba mieć siłę nie z tej ziemi w sobie, by nie skończyć jako zgorzkniały ?prawicowiec?. Przede wszystkim jednak Pierwsza ?Solidarność? wydarzyła się tylko dlatego, że ilość ludzi dotkniętych pięknem po prostu przekroczyła swą krytyczną masę. I się zaczęło. Bo ta Pierwsza ?Solidarność? była w swej istocie przede wszystkim projektem pięknym, co się przeczuwało niejako podskórnie, gdy się weń wchodziło, gdy po prostu nie wypadało w nim być człowiekiem złych czynów albo nawet więcej: nie wypadało być w nim niemiłym. Właśnie przez to odsłaniała się głęboka natura piękna, delikatny sposób przyciągania przez nie ludzi. Co nie świadczy oczywiście o totalnej bezgrzeszności członków ?Solidarności?, o czym po latach wiemy o wiele więcej i dokładniej. Takie chwile piękna powtórzyły się  i po śmierci papieża, i po 8.41, 10 kwietnia, na Krakowskim Przedmieściu. Polska, o jakiej wielu marzy, jakiej szuka, Polska według ?zaklęć? Wojtyły, Wyszyńskiego, Popiełuszki to przede wszystkim: Polska piękna?cdn. (?). Nietrudno się też domyslić, że ta cała dotychczasowa logika wywodu opiera sie na starożytnej triadzie, na jedności prawdy, dobra i właśnie piękna, którą to jedność – według chrześcijaństwa – doskonale wypełnił sam Zbawiciel

czytaj więcej »