Your browser (Internet Explorer 6) is out of date. It has known security flaws and may not display all features of this and other websites. Learn how to update your browser.
X
Post

Adoracja „Kibica”

Kościół stołeczny, niedaleko mecz piłkarski, kibolski folklor wisi w powietrzu, mży mżawką rzęsiście. Wchodząc do kościoła, przy drzwiach spotykam jednego „kibica”. Raczej nie kibol, choć też lata świetlne do typu metroseksualnego. Ogorzały, mocny facet, w średnim wieku, z ogoloną na krótko-żołniersko głową, z szyją przewiązaną szalikiem wiadomym. „Gdzie można się schować przed deszczem, jak nie w domu Bożym?” – mówi do mnie. Uśmiecham się lekko, porozumiewawczo, zostawiając go na zewnątrz. Za chwilę widzę go jednak w tym kościele, jak kroczy nieśmiało, przystaje w nawie bocznej. On widzi kilkunastu „gości”, raczej rosłych, siedzących, klęczących, w ciszy adorujących Najświętszy Sakrament. „Luknąłem” na niego kątem oka. Wydawał się jakby zmieszany i zaskoczony obrazkiem, który obserwował. To się nieco cofał, to nieco wracał… Wreszcie po jakimś czasie poszedł. A ja już będę długo żałował, że się nie „wygłupiłem”, że do niego nie podszedłem, nie powiedziałem, że to nie zamknięte spotkanie, że może tu sobie spokojnie pobyć, posiedzieć, popatrzeć…jakby chciał.

foto

„Prawo” jesieni

Jesień – bodajże częściej od wiosny – ma szczęście być przez wielu uwieczniana jako sam podmiot obrazka. Chociaż powtarzalność motywów na tych fotkach pełnych nostalgii, i cichej nadziei, może nużyć, a przynajmniej często nie zaskakuje. Wpierw bursztyn pełen słońca, potem mozaika złotych liści (to w wariancie idealnym), jeszcze potem jakaś alejka parkowa, jakaś uliczka… Mimo tego pielgrzymi na tym łez padole tę jesień cykają, cykają i cykają. I taka się w głowie roi symetria, że z tą szlachetną porą roku jest jak z szukaniem Pana Boga. Każdy ma prawo do swej własnej pobożności, każdy ma prawo do swej własnej jesieni. (Na zdjęciach od góry: „Dwie Wieże Żoliborskie”, Starówka Warszawska, fot AO jesień 2013; w razie potrzeby kliknij na zdjęcie, aby powiększyć).

DSC02164.jpg

DSC02176.jpg

foto

Balanga po katolicku…

Niedawno na Bielanach, przy ul. Dewajtis, katolicy zrobili swoją „balangę” na „Dzień św. Franciszka i Lasu Bielańskiego” . Było wiele różnorakich atrakcji, rzekłbym od sasa do lasa. Były świątki, choć nie w piątki, sery, mohery, a nawet znalazła się i pańska skórka. W pewnym momencie zobaczyłem bawiące się dzieci. One i katolicyzm…? Serce zabiło ze strachu, adrenalina wystrzeliła w ciało, a oczy wyobraźni poczęły szukać pe…pe…pe…peryskopu. Nie znalazły; uff! Były tylko pełne rzeczywistości świątki, sery, mohery, pańska skórka, kołacze i…słońce ogarniające ludzi totalnie; jak Bóg (fot październik 2013 AO; w razie potrzeby kliknij na zdjęcie, by powiększyć).

AO_2012_00022-2.jpg

AO_2012_00025-2.jpg

AO_2012_00031-2.jpg

AO_2012_00020-2.jpg

AO_2012_00012-2.jpg

AO_2012_00004-2.jpg

AO_2012_00017-2.jpg

Post

Ks. Jerzy Popiełuszko: Przywódca „Solidarności” (foto-epilog)

Mamy foto-epilog do ostatniego tekstu na naszym blogu o ks. Jerzym Popiełuszce. Zdjęcie zrobione dziś na warszawskim Żoliborzu, dwa dni po 29 rocznicy męczeńskiej śmierci kapłana „Solidarności” (fot. AO; kliknij na foto, aby powiększyć).

AO_2012_00015-3.jpg

Post

Ks. Jerzy Popiełuszko (1947-1984): Przywódca „Solidarności”

AO_2012_00003-3.jpg

W sobotę (19 października) minie kolejna rocznica śmierci męczeńskiej ks. Jerzego Popiełuszki. Trzydziestosiedmioletniego kapłana „Solidarności” zakatowanego przez funkcjonariuszy SB w roku 1984. W okolicznościach, które co rocznicę rozgrzewają dysputy na temat ich faktycznego przebiegu, kierując tym samym uwagę poza główny sens, który z tej tragedii coraz bardziej wyłania się, przez te ostatnie dwadzieścia parę lat, na naszych oczach.

Jedno można powiedzieć raczej na pewno. Gdyby nie ten jego kamienny grób, symbolicznie skupiający w sobie historię i istotę życia w PRl – u, to raczej nie byłoby co zbierać dziś po micie „Solidarności”.  Szczególnie, gdy się patrzy na losy i postępowanie różnorakich elit postsolidarnościowych w „wolnej Polsce”, i to zarówno tych z Trzeciej, jak i z Czwartej RP. Zabrakło w nich masy krytycznej dobrych uczynków i postaw, które zadecydowałyby o „podmiotowości” i jedności współczesnej Polski. O grób „ks. Jerzego” tak naprawdę rozbija się szczególnie „narracja” RP  Trzeciej, z jej gumkowaniem ofiar komunizmu, przeinaczaniem znaczeń słów podstawowych, pobłażaniem dla wielowymiarowej niesprawiedliwości w państwie po roku ’89.  Odbywa się to jednak bez „błędów i wypaczeń” obecnych w „narracji” RP Czwartej. Bądź co bądź nie była ona, i nie bywa, spełnieniem marzeń „ks. Jerzego”, by „zło dobrem zwyciężać” , co ostatecznie w narzeczu chrześcijańskim tłumaczy się na słowo „krzyż”. Choć trzeba przyznać, że akurat akces do tej „narracji” wymagał, i dalej wymaga, o wiele więcej odwagi, samozaparcia, zgody na różnoraką niepewność.

Pomyśleć, że człowiek jako szczenię w komeżce ministranta widział chwałę i dumę pierwszej „Solidarności”, turlając się wokół kościoła św. Stanisława Kostki, wdrapując się czasem na jego balkon, gdzie celebrowano słynne „Msze za Ojczyznę”. Potem jednak zbyt często, przez te ostatnie dwadzieścia parę lat, myśli przykre atakowały świadomość: „Solidarność „- ewangelizacyjną porażką polskiego Kościoła?odrabiali tylko „pańszczyznę” w świątyniach?,  i wreszcie ta najgorsza: a może szkoda było za nich tej krwi…?  Ostatnia myśl zaś jest taka, że w Polsce zwyciężyła jednak polityka uprawiana w duchu wskazań diabolicznego Franka Underwooda z serialu „House of Cards” , a nie w duchu nauk tego świętego. Widok jakiegoś członka pierwszej „Solidarności” topniejącego przed tym żoliborskim grobem; podobnie jak wampir w porannym słońcu? To nie jest wcale obrazek, który zdarzyć mógłby się tylko w horrorach. Działalność w podziemiu – choćby nie wiadomo jak heroiczna – nie dawała patentu na bezgrzeszność do końca życia i nie uwalniała z przestrzeni walki dobra ze złem. Walki o tej samej logice od tysięcy lat, choć w dziejach spełniającej się w różnych scenografiach historycznych i z różnymi bohatermi. Mającej jednak swój konkretny wymiar duchowy, o czym przekonywał też i „ks. Jerzy”.

„Solidarność” żyje, bo Ty oddałeś za nią życie! - powiedział podniośle Wałęsa Lech na pogrzebie męczennika. W tym jednym się nie mylił. Po latach można spokojnie przyznać, że Bóg i Historia, objawiły nam przywódcę „Solidarności”, który będzie dla nas widocznym znakiem w latach i przyszłych. Jednak wydaje się, że kolejne rocznicę jego śmierci nie mają takiej rangi w mediach, jaka należałaby się temu błogosławionemu człowiekowi. Może dlatego że życie i twórczość „ks. Jerzego” dalej są dla zbyt wielu ważnych ludzi w Polsce niewygodne, za bardzo niewygodne. Ale „ks. Jerzy”, przez swoją historię, nauczanie, grób i beatyfikację, nieustannie zadaje pytania, w tym i polskiemu Kościołowi, w szczególności jego kapłanom, biskupom, kardynałom. Czy stoją razem z nim na tym balkonie, czy głoszą prawdę i miłość z odwagą, czy są blisko spraw „zwykłych Polaków” ,  jak i on bywał? Było podniośle, wiem, bo i tak tym razem musiało być.

(Na górze: grób ks Jerzego Popiełuszki na warszawskim Żoliborzu, fot AO; 16.10. 2013, w razie potrzeby kliknij na zdjęcie, aby powiększyć).

Post

Katoland kontratakuje…

Powoli zaczynam być dumny z przebiegłości nadwiślańskich katolików, ostrożni jak węże, niewinni jak gołąbki. Tu „Dziedzińce Pogan”, „Dziedzińce Dialogu”, „wyjścia na peryferia”, a w rzeczywistości wiele wskazuje na to, że w Krakowie, w pewnym klasztorze, zaczęli budować swój własny schron na czasy niemal ostateczne; gdy ludzie z trawą we włosach do końca zawładną tą ziemią, przy wydatnym wsparciu medialnym, sądowym, politycznym. Tam się schowają, by czekać Powtórnego Nadejścia Pana. Jednak gdy Imperium tego świata ich zaatakuje, w razie czego będą gotowi… Coś jak rebelianci w „Gwiezdnych Wojnach”. Pozostaje jeszcze rozpisać konkurs na stanowiska: Han Solo, księżniczka Leya, Skywalker, Yoda (o przepraszam – to stanowisko gumkujemy ze względu na prawdopodobne wpływy New Age), Chewbacca i inni… CV proszę nadsyłać adres, gdzie toczą się prace budowlane.

AO_2012_00085.jpg

AO_2012_00083.jpg

AO_2012_00080.jpg

Post

Tyniec – „intra”

W zeszłym tygodniu obserwowaliśmy tynieckie opactwo z zewnątrz, teraz jednak odważyliśmy się wejść do środka…(wiosna 2013, fot – AO; w razie potrzeby kliknij na zdjęcie, aby powiększyć).

AO_2012_00042.jpg


AO_2012_00054.jpg

AO_2012_00050.jpg

AO_2012_00045.jpg

Post

Tyniec – „extra”

Niektórzy na tynieckie opactwo narzekają, my mówimy: „Deo gratias” za obecność benedyktynów od tylu wieków na tym wzgórzu; mając świadomość, że takich miejsc w stronę Silentium na polskiej mapie Katolandu jest zdecydowanie za mało… (zdjęcia AO; wiosna 2013; w razie potrzeby kliknij na foto, aby powiększyć)

AO_2012_00028.jpg

AO_2012_00029.jpg

AO_2012_00030.jpg

AO_2012_00035.jpg

foto

Poranny Snajper

Kiedy z pierwszym brzaskiem słońca turyści wszelkich narodów wracają do kwater swych w Krakowie, kiedy wielu z nich, po nocach pełnych uniesień i grzechu, kładzie się w trumny, myśląc, że to dalej tylko łoża, wtedy na miasto wychodzą „foto-snajperzy”. Wierni przewrotnie zasadzie Toma Berengera z filmu – „dla inteligentów” – Snajper: „One shot, one killed” (fot. AO czerwiec 2013; w razie potrzeby kliknij na foto, aby powiększyć).

AO_2012_00031.jpg

foto

Poza Kraków…

Jeżeli słynna fraza prezydenta JFK głosi: „Ich bin ein Berliner“, to niejako symetrycznie rzecz ujmując, i nie mając ambicji być jakimkolwiek prezydentem, mógłbym rzec po polsku: jestem krakowianinem; po dwuletnich, weekendowych, a regularnych, obserwacjach tego miasta i jego mieszkańców. W Krakowie średnia międzyludzkiej życzliwości i normalności wydaje sie wyższa – i to zauważalnie – od tej warszawskiej, co daje człowiekowi rzeczywiście wypocząć. Poza tym dla kato – „dewota“ to rejon intensywnej „przyjemności“. Godzina w tę stronę – lądujesz w Tyńcu, godzina w inną – lądujesz na Srebrnej Górze, w eremie kamedulskim; niecała godzina w jeszcze innną – i jesteś w Łagiewnikach (w „Centrum Bożego Miłosierdzia“). Możesz się poczuć tam trochę jak Frodo, tyle że ty podążasz do Żródła Dobra, nawiedzając kaplicę Wieczystej Adoracji.

Ale wszystko, co dobre, musi się podobno skończyć, dlatego czas zostawić już Kraków… (fot. AO czerwiec 2013; w razie potrzeby kliknij na foto, aby powiększyć).

AO_2012_00003.jpg